wtorek, 8 lipca 2014

To był trudny dzień

To był trudny dzień. Jakiś taki burzowy i parny. Ostatnio pogoda za oknem znakomicie oddaje stan mojej duszy i samopoczucia.

Jadąc do pracy zauważyłam, że nie nałożyłam na siebie ani pudru ani tuszu do rzęs. Za to założyłam zbyt dużo odżywki na włosy więc wyglądały na tłuste (gumki ani spinki nie miałam żeby to zręcznie ukryć). Ubranie raczej luźne i sportowe. Na pewno nie spełniające wymogów dress code za to pozwalające przetrwać ból większości ciała spowodowany niedzielnym zbyt długim wygrzewaniem się na słońcu.

Pomyślałam - trudno. W pracy nie ma gości, ŻADNYCH gości, spotkań, meeting'ów. Przyczaję się do godziny 15 i może nikt nie zauważy!

Jasne....!!!! Meeting był i to z ważną osobą. Niezbyt sympatyczny. Nie dało się schować w tłumie (tylko  osoby + ta bardzo ważna).

Potem było tylko gorzej i gorzej....

  


1 komentarz:

  1. Ja dziś ubrałam legginsy (niedozwolone przez firmowy dress code) i sandały sportowe (także niewskazane) i wychodząc z domu pomyślałam, że też nie mamy gości w pracy... Później przypomniał mi się ten post... A w pracy załapałam się na obiad z Szefem-Wszystkich-Szefów...

    Tak to już chyba w życiu jest ;-)

    OdpowiedzUsuń