Największe szczęście w życiu to pewność, że jesteśmy kochani ze względu na nas samych, albo raczej – pomimo nas samych.
Victor Hugo
Zawsze uważałam, że jedną z moich największych wad jest to, że za dużo mówię. Zbyt wiele, zbyt szybko i nie zawsze tej osobie której powinnam. Nie każdy może czy chce zrozumieć...
Zawsze mi też powtarzano, że mam tyle nie mówić, że mam więcej milczeć. W końcu 'mowa jest srebrem a milczenie złotem'; 'mowa jest źródłem nieporozumień' (itp, itd). Zawsze miałam żal do siebie samej, że nie wiedzieć dlaczego z moich ust zawsze wylewają się potoki słów. Nawet jeśli sobie obiecuję, że tym razem będzie inaczej.
Ostatnio ktoś mi powiedział, że uważa to za moją ogromną zaletę, że jestem taka otwarta na ludzi i zawsze staram się być szczera! Że we współczesnym, zakłamanym świecie to ważne że jest ktoś kto mówi prawdę i jest otwarty na innych. Nawet na to, że zostanie skrytykowany. A mówiąc dużo o sobie dajemy ludziom pole do obgadywania, krytykowania...
Tak czy inaczej za każdym razem gdy myślę, że znów powiedziałam za dużo przypominam sobie te słowa i dodają mi otuchy. Moje największe wady są też moimi największymi zaletami! Dobrze to wiedzieć. Nie zawsze musimy być idealni.
piątek, 22 lutego 2013
czwartek, 21 lutego 2013
Historia pewnej podróży
Podróż Kraków - Wrocław z firmą Link-bus. Ledwo wyjechaliśmy z dworca - stłuczka. Zmiana autobusu na inny, zmiana kierowcy. Poślizg godzinny.
Dobre w tej zmianie było to, że w pierwszym autokarze siedziałam przy bardzo niemiłym i śmierdzącym papierosami panu. W drugim udało mi się usiąść osobno.
Kilka dni później. Relacja Wrocław - Kraków. Firma ta sama. Wsiadła do autokaru grupa pijanych pseudokibiców Wisły. Jeden (zresztą całkiem zorientowany w świecie) siadł koło mnie. Popijał, jak i reszta grupy wino. Niektórzy palili. Wprawdzie papierosy elektroniczne (czy jakoś inaczej nazywa się to cudo) ale śmierdziało i tak mocno.
'Koledze' bardzo się spodobałam i nie udały się próby jego zignorowania. Był mocno pijany. Zastanawiał się czy na dworcu nie będzie ustawki, bo głośno mówili, że kibicują Wiśle. Nie spodobałam się za to jego (też pijanej) koleżance. Za to jemu bardzo i namawiał mnie na wspólną 'zabawę'!
Znajomy z siedzenia obok opowiadał mi jak nienawidzi 'Psów', jak się z nimi bił, jak złamał rękę przy bójce z kibicami Śląska.
Nie ukrywam, że trochę się bałam podczas tej podróży. Złożyłam reklamację na stronie Link-busa. Na razie od kilku dni zero odzewu z ich strony. Nawet słowa - przepraszamy. A to w ich regulaminie pisze, że mają zapewnić bezpieczeństwo podróżnym i że nie wpuszczają osób pijanych. Oraz że w busach nie wolno pić alkoholu.
Pierwszy raz miałam okazję porozmawiać z tego typu osobą. Nie potrafię zrozumieć tego stylu życia, tak jak chłopak z autobusu nie rozumiał, że można żyć spokojnie i uczciwie.
A na podsumowanie:
Dobre w tej zmianie było to, że w pierwszym autokarze siedziałam przy bardzo niemiłym i śmierdzącym papierosami panu. W drugim udało mi się usiąść osobno.
Kilka dni później. Relacja Wrocław - Kraków. Firma ta sama. Wsiadła do autokaru grupa pijanych pseudokibiców Wisły. Jeden (zresztą całkiem zorientowany w świecie) siadł koło mnie. Popijał, jak i reszta grupy wino. Niektórzy palili. Wprawdzie papierosy elektroniczne (czy jakoś inaczej nazywa się to cudo) ale śmierdziało i tak mocno.
'Koledze' bardzo się spodobałam i nie udały się próby jego zignorowania. Był mocno pijany. Zastanawiał się czy na dworcu nie będzie ustawki, bo głośno mówili, że kibicują Wiśle. Nie spodobałam się za to jego (też pijanej) koleżance. Za to jemu bardzo i namawiał mnie na wspólną 'zabawę'!
Znajomy z siedzenia obok opowiadał mi jak nienawidzi 'Psów', jak się z nimi bił, jak złamał rękę przy bójce z kibicami Śląska.
Nie ukrywam, że trochę się bałam podczas tej podróży. Złożyłam reklamację na stronie Link-busa. Na razie od kilku dni zero odzewu z ich strony. Nawet słowa - przepraszamy. A to w ich regulaminie pisze, że mają zapewnić bezpieczeństwo podróżnym i że nie wpuszczają osób pijanych. Oraz że w busach nie wolno pić alkoholu.
Pierwszy raz miałam okazję porozmawiać z tego typu osobą. Nie potrafię zrozumieć tego stylu życia, tak jak chłopak z autobusu nie rozumiał, że można żyć spokojnie i uczciwie.
A na podsumowanie:
poniedziałek, 11 lutego 2013
Życie jest łatwiejsze niż myślisz!
Życie jest łatwiejsze niż myślisz – wystarczy, że będziesz akceptował niemożliwe, obywał się bez tego, co niezbędne, znosił to, co nie do zniesienia i przyjmował wszystko z uśmiechem.
W teorii wszystko jest takie proste. Szkoda, że praktyka jest aż tak trudna do realizacji...
W tym tygodniu jestem prawie cały czas w trasie. Ciągle gdzieś pędzę przed siebie i nie mam czasu nawet zastanowić się na chwilę nad sobą, życiem. Może to i dobrze? Będę myślała w trasie jeśli nie zmorzy mnie sen
Jest we mnie pewien niepokój. Może dlatego, że po raz pierwszy od lat jadę gdzieś sama? Może jego źródło jest głębsze i nadal nieodkryte? Nie wiem! Mam jednak nadzieję, że te wyjazdy pozwolą mi na chwilę spojrzeć na swoje życie z dystansu.
Wyjechać z Krakowa. Wsiąść do pociągu byle jakiego. Nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet...
W teorii wszystko jest takie proste. Szkoda, że praktyka jest aż tak trudna do realizacji...
W tym tygodniu jestem prawie cały czas w trasie. Ciągle gdzieś pędzę przed siebie i nie mam czasu nawet zastanowić się na chwilę nad sobą, życiem. Może to i dobrze? Będę myślała w trasie jeśli nie zmorzy mnie sen
Jest we mnie pewien niepokój. Może dlatego, że po raz pierwszy od lat jadę gdzieś sama? Może jego źródło jest głębsze i nadal nieodkryte? Nie wiem! Mam jednak nadzieję, że te wyjazdy pozwolą mi na chwilę spojrzeć na swoje życie z dystansu.
Wyjechać z Krakowa. Wsiąść do pociągu byle jakiego. Nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet...
sobota, 9 lutego 2013
piątek, 8 lutego 2013
(Nie) szczęście
Są sprawy, które przerażają młodych ludzi, ponieważ młodzi ludzie myślą, że człowiek powinien być szczęśliwy i wolny. Ale nigdy nie jesteśmy naprawdę szczęśliwi i wolni w żadnym pięknym sensie. Szczęście jest rzeczą marną i kruchą, a słowo wolność prawdopodobnie nic nie znaczy. Istnieją szersze schematy, w które jesteśmy wszyscy splątani, i losy, które do nas należą i które kochamy nawet w chwili, gdy nas niszczą.
Iris Murdoch „Jednorożec”
Zastanawiałam się ostatnio czym jest wolność. Ciągle się zastanawiam czym jest szczęście. Czy są to 'zjawy ulotne'? Czy można być na tym świecie naprawdę szczęśliwym? Niektórzy ludzie rodzą się optymistami - widzą zawsze szklankę do połowy pełną (nie znam wielu). Inni to wieczni pesymiści lub z tendencjami pesymistyczno - depresyjnymi (tych znam o wiele więcej). Ci widzą zawsze szklankę do połowy pustą.
Co powoduje że jesteśmy w jednej z tych grup? Czy jest możliwość zmiany? Czy da się pstryknąć palcami, powiedzieć 'hokus pokus' i zmienić grupę w której jesteśmy?
W końcu czy wolność, szczęście nie są tylko wytworem naszego umysłu? Jeśli czujemy się wolni i szczęśliwi to nawet będąc w więzieniu, będąc w beznadziejnej sytuacji nic nas nie jest w stanie zniszczyć i pokonać!
Może czas zmienić sposób myślenia? Może przynajmniej próbować przyjąć życie takim jakie jest? Nawet jeśli widzimy, że szklanka jest do połowy pusta to zaakceptować to jak codzienne mycie zębów czy potrzebę wyjścia do pracy? No i czy da się osiągnąć równowagę? Wiedząc że wody w szklance jest dokładnie połowa?
Iris Murdoch „Jednorożec”
Zastanawiałam się ostatnio czym jest wolność. Ciągle się zastanawiam czym jest szczęście. Czy są to 'zjawy ulotne'? Czy można być na tym świecie naprawdę szczęśliwym? Niektórzy ludzie rodzą się optymistami - widzą zawsze szklankę do połowy pełną (nie znam wielu). Inni to wieczni pesymiści lub z tendencjami pesymistyczno - depresyjnymi (tych znam o wiele więcej). Ci widzą zawsze szklankę do połowy pustą.
Co powoduje że jesteśmy w jednej z tych grup? Czy jest możliwość zmiany? Czy da się pstryknąć palcami, powiedzieć 'hokus pokus' i zmienić grupę w której jesteśmy?
W końcu czy wolność, szczęście nie są tylko wytworem naszego umysłu? Jeśli czujemy się wolni i szczęśliwi to nawet będąc w więzieniu, będąc w beznadziejnej sytuacji nic nas nie jest w stanie zniszczyć i pokonać!
Może czas zmienić sposób myślenia? Może przynajmniej próbować przyjąć życie takim jakie jest? Nawet jeśli widzimy, że szklanka jest do połowy pusta to zaakceptować to jak codzienne mycie zębów czy potrzebę wyjścia do pracy? No i czy da się osiągnąć równowagę? Wiedząc że wody w szklance jest dokładnie połowa?
wtorek, 5 lutego 2013
Zamiast. Mieć czy być?
Ty, Panie tyle czasu masz,
Mieszkanie w chmurach i błękicie
A ja na głowie mnóstwo spraw
I na to wszystko jedno życie.
A skoro wszystko lepiej wiesz
Bo patrzysz na nas z lotu ptaka
To powiedz czemu tak mi jest,
Że czasem tylko siąść i płakać
Ja się nie skarżę na swój los
Potulna jestem jak baranek
I tylko mam nadzieję, że...
że chyba wiesz, co robisz, Panie.
Ile mam grzechów? któż to wie...
A do liczenia nie mam głowy
Wszystkie darujesz mi i tak
Nie jesteś przecież drobiazgowy
Lecz czemu mnie do raju bram
Prowadzisz drogą taką krętą
I czemu wciąż doświadczasz tak
Jak gdybyś chciał uczynić świętą.
Nie chcę się skarżyć na swój los
Nie proszę więcej, niż dać możesz
I ciągle mam nadzieję, że...
Że chyba wiesz, co robisz, Boże.
To życie minie jak zły sen
Jak tragifarsa, komediodramat
A gdy się zbudzę, westchnę - cóż
To wszystko było chyba... zamiast
Lecz póki co w zamęcie trwam
Liczę na palcach lata szare
I tylko czasem przemknie myśl
Przecież nie jestem tu za karę.
Dziś czuję się, jak mrówka gdy
Czyjś but tratuje jej mrowisko
Czemu mi dałeś wiarę w cud
A potem odebrałeś wszystko.
Ja się nie skarżę na swój los
Choć wiem, jak będzie jutro rano
Tyle powiedzieć chciałam ci
Zamiast... pacierza na dobranoc
Magdalena Czapińska "Zamiast"
Od pewnego czasu chodzę za mną te słowa zaśpiewane w piosence przez Edytę Geppert z muzyką Włodzimierza Korcza.
Chodzą i nie dają odetchnąć. Czasami brakuje własnych słów. Znowu świecę światłem odbitym. Znowu posiłkuję się słowami kogoś, kto umiał wyrazić lepiej to, co ja tylko czuje a nie potrafię nawet wyrazić własnymi słowami.
Lecz czemu mnie do raju bram
Prowadzisz drogą taką krętą
I czemu wciąż doświadczasz tak
Jak gdybyś chciał uczynić świętą.
Może tak jest, że jeśli za dużo czujemy, za dużo myślimy to mamy też problemy egzystencjalne?
Mam teorię, że ludzie którzy żyją z dnia na dzień, którzy cieszą się z każdego kolejnego gadżetu są szczęśliwsi. Gdybym wiedziała, że pierścionek z brylantem lub najnowszy model telefonu da mi szczęście to bym wydała pieniądze na te rzeczy bez mrugnięcia okiem.
Nawet jeśli to szczęście miałoby trwać tylko 3 miesiące a potem zaczęłabym zbierać na kolejny gadżet, albo kolejne wakacje w modnym kurorcie. Miałabym cel w życiu. I sens. A tak? Nie bawią mnie gadżety, nie zachwycają nowe modele smartphone'ów. Nie zachwycają nowe modele tabletów czy telewizorów. Nawet nie odczuwam potrzeby żeby je posiadać. Ale nie mam też celu... Za to odczuwam aż za bardzo ból istnienia.
Może kiedyś było łatwiej? Można było o coś walczyć? Chociaż z drugiej strony czy nie jest tak, że i tak nie umiemy cieszyć się z wolności? Może dlatego, że nie umiemy określić czym tak naprawdę ona jest?
Jak śpiewa Jacek Wójtowicz w "Malowniczej wyliczance":
Głosiciele nowej wiary
Ogłaszają różne dziwy
Kup człowieku lepszą pralkę
A poczujesz się szczęśliwy
I koniecznie wiadro proszku
Który w mig jak z bata strzelił
Przy okazji prania koszul
Jeszcze duszę ci wybieli
A już na sam koniec i podsumowanie (bo znowu brakuje mi własnych słów)
Dziś czuję się, jak mrówka gdy
Czyjś but tratuje jej mrowisko
Czemu mi dałeś wiarę w cud
A potem odebrałeś wszystko.
Ja się nie skarżę na swój los
Choć wiem, jak będzie jutro rano
...
Mieszkanie w chmurach i błękicie
A ja na głowie mnóstwo spraw
I na to wszystko jedno życie.
A skoro wszystko lepiej wiesz
Bo patrzysz na nas z lotu ptaka
To powiedz czemu tak mi jest,
Że czasem tylko siąść i płakać
Ja się nie skarżę na swój los
Potulna jestem jak baranek
I tylko mam nadzieję, że...
że chyba wiesz, co robisz, Panie.
Ile mam grzechów? któż to wie...
A do liczenia nie mam głowy
Wszystkie darujesz mi i tak
Nie jesteś przecież drobiazgowy
Lecz czemu mnie do raju bram
Prowadzisz drogą taką krętą
I czemu wciąż doświadczasz tak
Jak gdybyś chciał uczynić świętą.
Nie chcę się skarżyć na swój los
Nie proszę więcej, niż dać możesz
I ciągle mam nadzieję, że...
Że chyba wiesz, co robisz, Boże.
To życie minie jak zły sen
Jak tragifarsa, komediodramat
A gdy się zbudzę, westchnę - cóż
To wszystko było chyba... zamiast
Lecz póki co w zamęcie trwam
Liczę na palcach lata szare
I tylko czasem przemknie myśl
Przecież nie jestem tu za karę.
Dziś czuję się, jak mrówka gdy
Czyjś but tratuje jej mrowisko
Czemu mi dałeś wiarę w cud
A potem odebrałeś wszystko.
Ja się nie skarżę na swój los
Choć wiem, jak będzie jutro rano
Tyle powiedzieć chciałam ci
Zamiast... pacierza na dobranoc
Magdalena Czapińska "Zamiast"
Od pewnego czasu chodzę za mną te słowa zaśpiewane w piosence przez Edytę Geppert z muzyką Włodzimierza Korcza.
Chodzą i nie dają odetchnąć. Czasami brakuje własnych słów. Znowu świecę światłem odbitym. Znowu posiłkuję się słowami kogoś, kto umiał wyrazić lepiej to, co ja tylko czuje a nie potrafię nawet wyrazić własnymi słowami.
Lecz czemu mnie do raju bram
Prowadzisz drogą taką krętą
I czemu wciąż doświadczasz tak
Jak gdybyś chciał uczynić świętą.
Może tak jest, że jeśli za dużo czujemy, za dużo myślimy to mamy też problemy egzystencjalne?
Mam teorię, że ludzie którzy żyją z dnia na dzień, którzy cieszą się z każdego kolejnego gadżetu są szczęśliwsi. Gdybym wiedziała, że pierścionek z brylantem lub najnowszy model telefonu da mi szczęście to bym wydała pieniądze na te rzeczy bez mrugnięcia okiem.
Nawet jeśli to szczęście miałoby trwać tylko 3 miesiące a potem zaczęłabym zbierać na kolejny gadżet, albo kolejne wakacje w modnym kurorcie. Miałabym cel w życiu. I sens. A tak? Nie bawią mnie gadżety, nie zachwycają nowe modele smartphone'ów. Nie zachwycają nowe modele tabletów czy telewizorów. Nawet nie odczuwam potrzeby żeby je posiadać. Ale nie mam też celu... Za to odczuwam aż za bardzo ból istnienia.
Może kiedyś było łatwiej? Można było o coś walczyć? Chociaż z drugiej strony czy nie jest tak, że i tak nie umiemy cieszyć się z wolności? Może dlatego, że nie umiemy określić czym tak naprawdę ona jest?
Jak śpiewa Jacek Wójtowicz w "Malowniczej wyliczance":
Głosiciele nowej wiary
Ogłaszają różne dziwy
Kup człowieku lepszą pralkę
A poczujesz się szczęśliwy
I koniecznie wiadro proszku
Który w mig jak z bata strzelił
Przy okazji prania koszul
Jeszcze duszę ci wybieli
A już na sam koniec i podsumowanie (bo znowu brakuje mi własnych słów)
Dziś czuję się, jak mrówka gdy
Czyjś but tratuje jej mrowisko
Czemu mi dałeś wiarę w cud
A potem odebrałeś wszystko.
Ja się nie skarżę na swój los
Choć wiem, jak będzie jutro rano
...
Nic - to fakt
Oklapłam. Zupełnie nic mi się nie chce. Może tylko spać... Nawet dekupażem nie mam ochoty się zajmować. A czas ruszyć do przodu.
Może zwalić winę na pogodę? Może na brak porannej kawy? Może na zmianę rytmu dnia?
W jakikolwiek sposób bym nie chciała się usprawiedliwiać, fakt jest FAKTEM! N i e c h c e m i s i ę podnosić z łóżka!
Może zwalić winę na pogodę? Może na brak porannej kawy? Może na zmianę rytmu dnia?
W jakikolwiek sposób bym nie chciała się usprawiedliwiać, fakt jest FAKTEM! N i e c h c e m i s i ę podnosić z łóżka!
piątek, 1 lutego 2013
What a Wonderful World!
Nie bój się chodzenia po morzu
Nie bój się chodzenia po morzu
nieudanego życia
wszystkiego najlepszego
dokładnej sumy niedokładnych danych
miłości nie dla ciebie
czekania na nikogo
przytul w ten czas nieludzki
swe ucho do poduszki
bo to co nas spotyka
przychodzi spoza nas
ks. Twardowski "Spoza nas (wiersz z banałem w środku)"
Czasami zdarzają się rzeczy, które muszą się zdarzyć. Wydarzenia, które muszą się wydarzyć. I musimy znaleźć w sobie siłę nie tylko na to, żeby dźwigać swój 'bagaż' ale także pomóc innym.
Czasami warto o tym pamiętać. Nie bójmy się chodzić po morzu!
nieudanego życia
wszystkiego najlepszego
dokładnej sumy niedokładnych danych
miłości nie dla ciebie
czekania na nikogo
przytul w ten czas nieludzki
swe ucho do poduszki
bo to co nas spotyka
przychodzi spoza nas
ks. Twardowski "Spoza nas (wiersz z banałem w środku)"
Czasami zdarzają się rzeczy, które muszą się zdarzyć. Wydarzenia, które muszą się wydarzyć. I musimy znaleźć w sobie siłę nie tylko na to, żeby dźwigać swój 'bagaż' ale także pomóc innym.
Czasami warto o tym pamiętać. Nie bójmy się chodzić po morzu!
środa, 30 stycznia 2013
Stan mojej duszy
(...) jak - w świecie, gdzie wszyscy starają się przeżyć za wszelką cenę - osądzać tych, którzy decydują się na śmierć?
Paulo Coelho "Weronika postanawia umrzeć"
I Znowu 'Weronika'. I znowu ta książka... Czytałam ją chyba już wcześniej dwa razy. A nagle stała się dla mnie ponownym odkryciem! Nagle stała się dla mnie jedną z najważniejszych książek, taką jaką jest "Nieznośna lekkość bytu" Milana Kundery.
Czy mamy prawo osądzać osoby, którym brak jest sił? Które nie widzą przed sobą przyszłości? Które są za słabe, zbyt mało pewne siebie? Które nie chcą kolejnych, powtarzających się po sobie z nieuchronną pewnością 'dni świstaka'?.
Nie każdy z nas ma szczęście takie jak 'Weronika' na odkrycie w sobie innych osób. Nie każdy ma możliwość czy odwagę do podjęcia zmian. Zresztą skąd brać pewność jakich zmian chcemy dokonać?
Mój stan to nie to, co widzicie w moim ciele, ale to, co dzieje się w mojej duszy.
Paulo Coelho "Weronika postanawia umrzeć"
op.cit.
Paulo Coelho "Weronika postanawia umrzeć"
I Znowu 'Weronika'. I znowu ta książka... Czytałam ją chyba już wcześniej dwa razy. A nagle stała się dla mnie ponownym odkryciem! Nagle stała się dla mnie jedną z najważniejszych książek, taką jaką jest "Nieznośna lekkość bytu" Milana Kundery.
Czy mamy prawo osądzać osoby, którym brak jest sił? Które nie widzą przed sobą przyszłości? Które są za słabe, zbyt mało pewne siebie? Które nie chcą kolejnych, powtarzających się po sobie z nieuchronną pewnością 'dni świstaka'?.
Nie każdy z nas ma szczęście takie jak 'Weronika' na odkrycie w sobie innych osób. Nie każdy ma możliwość czy odwagę do podjęcia zmian. Zresztą skąd brać pewność jakich zmian chcemy dokonać?
Mój stan to nie to, co widzicie w moim ciele, ale to, co dzieje się w mojej duszy.
Paulo Coelho "Weronika postanawia umrzeć"
op.cit.
wtorek, 29 stycznia 2013
Skąd brać siłę?
Mam uczucie, przeczucie, domysł, że w innym bycie dość lekkomyślnie wykupiłem wczasy na ziemi. No i wakacje niezbyt się udały.
Tadeusz Konwicki „Pamflet na siebie”
Czasami jest tak, że musimy dobić do dna. I jak już na tym dnie się znajdziemy to albo utoniemy, nie damy rady odbić się od dna. Albo zaczniemy płynąc w górę. Zaczerpniemy powietrza i zaczniemy żyć od nowa.
Tylko skąd wiadomo czy już się do tego dna dobiło? Skąd wiedzieć? Skąd brać siłę, żeby wypłynąć ku górze?
Marne te "wakacje'... Fortuna kołem się (podobno) toczy. Może w końcu czas na lepsze czasy?
Tadeusz Konwicki „Pamflet na siebie”
Czasami jest tak, że musimy dobić do dna. I jak już na tym dnie się znajdziemy to albo utoniemy, nie damy rady odbić się od dna. Albo zaczniemy płynąc w górę. Zaczerpniemy powietrza i zaczniemy żyć od nowa.
Tylko skąd wiadomo czy już się do tego dna dobiło? Skąd wiedzieć? Skąd brać siłę, żeby wypłynąć ku górze?
Marne te "wakacje'... Fortuna kołem się (podobno) toczy. Może w końcu czas na lepsze czasy?
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Umiera się po to by żyć inaczej
Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze
zmęczenia, z nudów, ze strachu... Umiera się nie dlatego by przestać
żyć, lecz po to by żyć inaczej. Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru
pułapki, śmierć zdaje się być jedynym ratunkiem, ostatnią kartą, na
którą stawia się własne życie.
Paulo Coelho "Weronika postanawia umrzeć"
I znowu wracam do tej książki. Czytałam ją kilka lat temu a teraz, jak tylko wczoraj ją otwarłam, zaczęłam rozumieć ją, interpretować na nowo. Stała się dla mnie najważniejszą książką tego pisarza, ze wszystkich, które do tej pory czytałam. I to już od pierwszej strony.
Są takie książki, które dorastają razem z nami. Abo to raczej my dorastamy do nich. Tak samo jest z "Małym księciem" Exuperego. Są książki, które za każdym razem otwierają przed nami inne bramy, ukazują inne tajemnice. Niektóre książki czyta się raz, do niektórych wraca wielokrotnie.
Chyba to właśnie najbardziej lubię w czytaniu książek. Że niektóre, czytane nawet za kolejnym razem, potrafią nas zaskoczyć. Wzbudzić w nas pewną nutę, emocje (czasami nawet te dawno zapomniane lub głęboko skrywane)
Są książki, które czytam i które mogę mieć. Są też takie które mieć muszę za wszelką cenę, bo nigdy nie wiem kiedy będę czuła potrzebę, żeby do nich wrócić. To jak narkotyk, uzależnienie...
Paulo Coelho "Weronika postanawia umrzeć"
I znowu wracam do tej książki. Czytałam ją kilka lat temu a teraz, jak tylko wczoraj ją otwarłam, zaczęłam rozumieć ją, interpretować na nowo. Stała się dla mnie najważniejszą książką tego pisarza, ze wszystkich, które do tej pory czytałam. I to już od pierwszej strony.
Są takie książki, które dorastają razem z nami. Abo to raczej my dorastamy do nich. Tak samo jest z "Małym księciem" Exuperego. Są książki, które za każdym razem otwierają przed nami inne bramy, ukazują inne tajemnice. Niektóre książki czyta się raz, do niektórych wraca wielokrotnie.
Chyba to właśnie najbardziej lubię w czytaniu książek. Że niektóre, czytane nawet za kolejnym razem, potrafią nas zaskoczyć. Wzbudzić w nas pewną nutę, emocje (czasami nawet te dawno zapomniane lub głęboko skrywane)
Są książki, które czytam i które mogę mieć. Są też takie które mieć muszę za wszelką cenę, bo nigdy nie wiem kiedy będę czuła potrzebę, żeby do nich wrócić. To jak narkotyk, uzależnienie...
niedziela, 27 stycznia 2013
Zamiar to jedno a nieodwracalność czynu to drugie
Z blatu nocnego stolika wzięła cztery opakowania tabletek nasennych. Zamiast rozkruszyć je i rozpuścić w wodzie postanowiła brać jedną po drugiej, bo zamiar to jedno a nieodwracalność czynu to drugie. i chciała zostawić sobie możliwość wycofania się. Jednak z każdą połykaną tabletką utwierdzała się w słuszności swojej decyzji i po pięciu minutach opakowanie było puste.
...
(...) samobójcza decyzja zmusza do myślenia przede wszystkim o sobie, o innych myśli się później.
Paulo Coelho "Weronika postanawia umrzeć"
Ciężko czasami powiedzieć dlaczego nie chcemy żyć. Że nikt tak naprawdę nie jest temu winny. Że szukamy po omacku pomocy, ratunku. Ale cokolwiek ludzie by dla nas zrobili, i tak to będzie za mało. Bo nie ma w nas ducha walki. Życie jest monotonne, smutne, szare. A my nie chcemy ciągle tkwić w tej beznadziei. W tym ciągłym kieracie, życiu 'od pierwszego do pierwszego'. Martwieniu się o byt.
Nie chcemy żyć wiedząc że nasze życie nic tak naprawdę nie znaczy. Że jesteśmy jedynie nic nie znaczącym pyłkiem w ogromie wszechświata.
...
(...) samobójcza decyzja zmusza do myślenia przede wszystkim o sobie, o innych myśli się później.
Paulo Coelho "Weronika postanawia umrzeć"
Ciężko czasami powiedzieć dlaczego nie chcemy żyć. Że nikt tak naprawdę nie jest temu winny. Że szukamy po omacku pomocy, ratunku. Ale cokolwiek ludzie by dla nas zrobili, i tak to będzie za mało. Bo nie ma w nas ducha walki. Życie jest monotonne, smutne, szare. A my nie chcemy ciągle tkwić w tej beznadziei. W tym ciągłym kieracie, życiu 'od pierwszego do pierwszego'. Martwieniu się o byt.
Nie chcemy żyć wiedząc że nasze życie nic tak naprawdę nie znaczy. Że jesteśmy jedynie nic nie znaczącym pyłkiem w ogromie wszechświata.
sobota, 26 stycznia 2013
Give me fever!
Znowu sobota. Kolejny raz słucham mojej ulubionej listy przebojów muzyki filmowej w RMF Classic.
Do południa sprzątanie. Dużo sprzątania. Potem obiad, długa kąpiel.
Kawa. Zmielona samodzielnie (ależ mnie to mielenie uspokaja). Mogłabym tak kupować kawę i kupować tylko po to żeby móc ją mielić w ręcznym młynku i wdychać jej piękny aromat.
Teraz herbata i szykowanie się na wyjście. Ponownie idziemy kolędować. Synek szczęśliwy (będzie mógł śpiewać i grać na instrumentach).
A co u mnie?
Dzień, czy noc, czy to skwar czy
też mróz, jednaka treść
nieodmiennie rozbrzmiewa w mej piosence:
memu ciału wystarczy
trzydzieści sześć i sześć,
mojej duszy potrzeba znacznie więcej.
Memu ciału wystarczy
coś wypić i coś zjeść,
trochę pospać na boku, czy na wznak
i nasz cud gospodarczy
zapewnia mi to, lecz
moja dusza codziennie prosi tak:
Ogrzej mnie
wierszyku pełen cudowności,
wspólniku mojej bezsenności
ogrzej, ogrzej mnie!
Rozżarz mnie
niedokończona zdań wymiano,
cudowna kłótnio, w pół urwana
rozżarz, rozżarz mnie!
Ach, życie rozpal ogrzej duszę mą, bo skona,
do stu, do dwustu, do tysiąca, do miliona,
wsłuchaj się w duszy mojej prośby natarczywe:
Chcę mieć gorączkę! Give me fever!
Rozpal mnie
blada kuzynko Melpomeno,
jedną zagraną dobrze sceną,
rozpal, rozpal mnie.
Ogrzej mnie,
świecie utkany z głupich marzeń,
akordeonie w nocnym barze,
ogrzej, ogrzej mnie.
A świat na to odpowiada:
normalny duszy stan,
to nie musi być stan podgorączkowy,
pana trzeba przebadać,
przedsięwziąć jakiś plan
by te bzdurne problemy raz mieć z głowy!
Kombinują, badają
czy pies to, czy to bies
a mej duszy radości ciągle brak,
po staremu nadaje uparte SOS
po staremu codziennie błaga tak:
Ogrzej mnie
zażarta na ten świat niezgodo,
z którą rozstałem się tak młodo
powróć, ogrzej mnie!
Rozżarz mnie
chwilo szaleństwa i radości
mej tożsamości, niezmienności
dowiedź - rozżarz mnie!
Mój świecie rozpal duszę moją aż do końca,
mój świecie zamień duszę mą w cząsteczkę słońca,
niech świeci w mroku, niech rozjaśnia dni parszywe
chcę mieć gorączkę! Give me fever!
Rozpal mnie,
słonecznikowa kresko krzywa,
złota Van Gogha perspektywo
rozpal, rozpal mnie.
Ogrzej mnie
miłości, której nie znam jeszcze
z wiosennych bzów liliowych deszczem
przyjdź i ogrzej mnie!
Wojciech Młynarski "Ogrzej mnie"
Do południa sprzątanie. Dużo sprzątania. Potem obiad, długa kąpiel.
Kawa. Zmielona samodzielnie (ależ mnie to mielenie uspokaja). Mogłabym tak kupować kawę i kupować tylko po to żeby móc ją mielić w ręcznym młynku i wdychać jej piękny aromat.
Teraz herbata i szykowanie się na wyjście. Ponownie idziemy kolędować. Synek szczęśliwy (będzie mógł śpiewać i grać na instrumentach).
A co u mnie?
Dzień, czy noc, czy to skwar czy
też mróz, jednaka treść
nieodmiennie rozbrzmiewa w mej piosence:
memu ciału wystarczy
trzydzieści sześć i sześć,
mojej duszy potrzeba znacznie więcej.
Memu ciału wystarczy
coś wypić i coś zjeść,
trochę pospać na boku, czy na wznak
i nasz cud gospodarczy
zapewnia mi to, lecz
moja dusza codziennie prosi tak:
Ogrzej mnie
wierszyku pełen cudowności,
wspólniku mojej bezsenności
ogrzej, ogrzej mnie!
Rozżarz mnie
niedokończona zdań wymiano,
cudowna kłótnio, w pół urwana
rozżarz, rozżarz mnie!
Ach, życie rozpal ogrzej duszę mą, bo skona,
do stu, do dwustu, do tysiąca, do miliona,
wsłuchaj się w duszy mojej prośby natarczywe:
Chcę mieć gorączkę! Give me fever!
Rozpal mnie
blada kuzynko Melpomeno,
jedną zagraną dobrze sceną,
rozpal, rozpal mnie.
Ogrzej mnie,
świecie utkany z głupich marzeń,
akordeonie w nocnym barze,
ogrzej, ogrzej mnie.
A świat na to odpowiada:
normalny duszy stan,
to nie musi być stan podgorączkowy,
pana trzeba przebadać,
przedsięwziąć jakiś plan
by te bzdurne problemy raz mieć z głowy!
Kombinują, badają
czy pies to, czy to bies
a mej duszy radości ciągle brak,
po staremu nadaje uparte SOS
po staremu codziennie błaga tak:
Ogrzej mnie
zażarta na ten świat niezgodo,
z którą rozstałem się tak młodo
powróć, ogrzej mnie!
Rozżarz mnie
chwilo szaleństwa i radości
mej tożsamości, niezmienności
dowiedź - rozżarz mnie!
Mój świecie rozpal duszę moją aż do końca,
mój świecie zamień duszę mą w cząsteczkę słońca,
niech świeci w mroku, niech rozjaśnia dni parszywe
chcę mieć gorączkę! Give me fever!
Rozpal mnie,
słonecznikowa kresko krzywa,
złota Van Gogha perspektywo
rozpal, rozpal mnie.
Ogrzej mnie
miłości, której nie znam jeszcze
z wiosennych bzów liliowych deszczem
przyjdź i ogrzej mnie!
Wojciech Młynarski "Ogrzej mnie"
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Piękny dzień
Myślę nieraz, że jedyną rzeczą zdolną pogodzić człowieka z tym światem jest piękno, które od czasu do czasu udaje się zeń wykrzesać ludziom wybranym: obrazy, muzyka, książki, samo życie tych ludzi, Ale najbogatsze w piękno jest życie pięknie przeżyte. Ono jest największym arcydziełem sztuki.
W. Somerset Maugham „Malowany welon”
Dzisiaj był pierwszy dzień od dawna kiedy nie musiałam/nie myślałam dużo o śmierci, pogrzebach, trudach życia. Było po prostu dobrze, pięknie i z przygodami.
Dzień jak z bajki. W zeszłym roku był jeden taki i w tym już jeden za mną. Wspomnienia będą piękne chociaż bardzo ciężko wrócić do smutnej szarej, mrocznej, pogrzebowej rzeczywistości.
W. Somerset Maugham „Malowany welon”
Dzisiaj był pierwszy dzień od dawna kiedy nie musiałam/nie myślałam dużo o śmierci, pogrzebach, trudach życia. Było po prostu dobrze, pięknie i z przygodami.
Dzień jak z bajki. W zeszłym roku był jeden taki i w tym już jeden za mną. Wspomnienia będą piękne chociaż bardzo ciężko wrócić do smutnej szarej, mrocznej, pogrzebowej rzeczywistości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)