Kolejny kawowy eksperyment, moim skromnym zdaniem dość udany!
Normalnie nie pijam mleka ale tym razem zrobiłam wyjątek używając tego bez laktozy.
Do filiżanki dodałam łyżeczkę konfitury z różny, odrobinę brązowego kardamonu i chili. Zalałam mleczną pianą i delikatnie wlałam kawę. Górę posypałam zmieloną czekoladą i karmelem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinaria. Pokaż wszystkie posty
środa, 10 czerwca 2015
niedziela, 21 września 2014
Kuchennie i chorowicie
Wczoraj zrobiłam chipsy z dyni
Składniki:
Dynię pokrój w cienkie plastry, wytnij wnętrze z pestkami. Hokkaido nie trzeba obierać ze skóry.
Plastry pokrój na mniejsze kawałki, posmaruj cieniutko oliwą i posyp grubo mielonym pieprzem.
Rozłóż na blasze na papierze do pieczenia i piecz w piekarniku (200 stopni, termoobieg) przez ok. 10 minut. Wyłącz piekarnik, przewróć chipsy na drugą stronę i zostaw w piekarniku, przy uchylonych drzwiczkach do ostygnięcia.
Po wyjęciu przesyp na papier kuchenny i pozwól im trochę przeschnąć - będą chrupiące.
Przepis pochodzi ze strony Kuchnia bez chemii
Specjalnie kupiłam dynię i zaserwowałam gościom. Smakowało im! Mi chyba jeszcze bardziej.
Zrobiłam też wczoraj śliwkowy placek z miodem i kruszonką. Przepis ze strony Mała cukierenka.
Składniki:
Ciasto:
Ciasto:
1. Rozprowadzić w ciepłym mleku drożdże z cukrem. Przykryć ściereczką i odstawić na 10-15 minut.
2. Mąkę przesiać do miski, dodać cukier waniliowy, zrobić wgłębienie i wlać rozczyn. Dodać jajko, miękkie mało i zagnieść gładkie ciasto (wyrabiać ciasto przez około 5 minut). Następnie przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce, aż ciasto podwoi swoją objętość.
3. W międzyczasie przygotować kruszonkę:
Do miski dodać mąkę, posiekane masło, cukier i cynamon. Zagniatać i rozcierać składniki palcami, aż powstanie kruszonka.
4. Śliwki przepołowić i wypestkować.
5. Wyrośnięte ciasto przełożyć na stolnicę i rozwałkować na wielkość blaszki do pieczenia (użyłam blaszki 36x25cm). Ciasto przełożyć na posmarowaną masłem blaszkę. Posypać zmielonymi orzechami. Poukładać na wierzchu śliwki i posmarować je miodem, najlepiej przy użyć pędzelka (lub skropić miodem, używając łyżki).
6. Wszystko równomiernie przykryć wcześniej przygotowaną kruszonką i wstawić ciasto do nagrzanego piekarnika. Piekłam w temperaturze 160oC na funkcji termoobieg przez 50 minut.
Przepis jest rewelacyjny! Robiłam go już wcześniej i nie mogłam przestać jeść (co nie było bez wpływu na moją wagę)
Tym razem jeść nie dam rady. To znaczy że albo jestem przeziębiona albo w ciąży. Ponieważ to drugie od razu mogę wykluczyć - zostało przeziębienie. Od wczoraj popijam różeniec i faszeruje się lekami i syropami. Nie mogę zachorować. Czeka mnie praca (nie chcę mieć zaległości), czeka mnie squash, czeka mnie kino kobiet, czeka mnie angielski. Dzisiaj czeka mnie "Pszczółka Maja" w kinie. Obiecałam synkowi. Nie mogę chorować...
Składniki:
- dynia hokkaido - dowolnej wielkości
- odrobina oliwy do posmarowania
- świeżo zmielony pieprz
Dynię pokrój w cienkie plastry, wytnij wnętrze z pestkami. Hokkaido nie trzeba obierać ze skóry.
Plastry pokrój na mniejsze kawałki, posmaruj cieniutko oliwą i posyp grubo mielonym pieprzem.
Rozłóż na blasze na papierze do pieczenia i piecz w piekarniku (200 stopni, termoobieg) przez ok. 10 minut. Wyłącz piekarnik, przewróć chipsy na drugą stronę i zostaw w piekarniku, przy uchylonych drzwiczkach do ostygnięcia.
Po wyjęciu przesyp na papier kuchenny i pozwól im trochę przeschnąć - będą chrupiące.
Przepis pochodzi ze strony Kuchnia bez chemii
Specjalnie kupiłam dynię i zaserwowałam gościom. Smakowało im! Mi chyba jeszcze bardziej.
Zrobiłam też wczoraj śliwkowy placek z miodem i kruszonką. Przepis ze strony Mała cukierenka.
Składniki:
Ciasto:
- 100ml ciepłego mleka
- 20g świeżych drożdży piekarskich
- 50g cukru
- 280g mąki
- 1 opakowanie cukru waniliowego
- 1 jajko
- 70g miękkiego masła
- Kruszonka:
- 300g mąki
- 150g zimnego masła
- 150g cukru
- 1/2 łyżeczki cynamonu
- 1,5kg umytych śliwek
- 150g zmielonych orzechów laskowych
- 150g płynnego miodu (jeśli mamy miód skrystalizowany, należy go podgrzać, aż się roztopi)
Ciasto:
1. Rozprowadzić w ciepłym mleku drożdże z cukrem. Przykryć ściereczką i odstawić na 10-15 minut.
2. Mąkę przesiać do miski, dodać cukier waniliowy, zrobić wgłębienie i wlać rozczyn. Dodać jajko, miękkie mało i zagnieść gładkie ciasto (wyrabiać ciasto przez około 5 minut). Następnie przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce, aż ciasto podwoi swoją objętość.
3. W międzyczasie przygotować kruszonkę:
Do miski dodać mąkę, posiekane masło, cukier i cynamon. Zagniatać i rozcierać składniki palcami, aż powstanie kruszonka.
4. Śliwki przepołowić i wypestkować.
5. Wyrośnięte ciasto przełożyć na stolnicę i rozwałkować na wielkość blaszki do pieczenia (użyłam blaszki 36x25cm). Ciasto przełożyć na posmarowaną masłem blaszkę. Posypać zmielonymi orzechami. Poukładać na wierzchu śliwki i posmarować je miodem, najlepiej przy użyć pędzelka (lub skropić miodem, używając łyżki).
6. Wszystko równomiernie przykryć wcześniej przygotowaną kruszonką i wstawić ciasto do nagrzanego piekarnika. Piekłam w temperaturze 160oC na funkcji termoobieg przez 50 minut.
Przepis jest rewelacyjny! Robiłam go już wcześniej i nie mogłam przestać jeść (co nie było bez wpływu na moją wagę)
Tym razem jeść nie dam rady. To znaczy że albo jestem przeziębiona albo w ciąży. Ponieważ to drugie od razu mogę wykluczyć - zostało przeziębienie. Od wczoraj popijam różeniec i faszeruje się lekami i syropami. Nie mogę zachorować. Czeka mnie praca (nie chcę mieć zaległości), czeka mnie squash, czeka mnie kino kobiet, czeka mnie angielski. Dzisiaj czeka mnie "Pszczółka Maja" w kinie. Obiecałam synkowi. Nie mogę chorować...
wtorek, 24 czerwca 2014
Miód czekoladowy - alternatywa dla nutelli?
Miód czekoladowy, to przepis podwójnie Rzeszowski. Pierwszy raz kupiliśmy go będąc na wycieczce w Rzeszowie, a następnie znajomi z Rzeszowa nauczyli nas robić własny miód z czekoladą. Jest to wspaniała alternatywa dla dzieci zakochanych w nutelli.
Potrzebujemy słoik miodu oraz czekoladę (ja preferuje gorzką 70% lub więcej)
Miód powinien być płynny. Jeśli nie jest, trzeba go wsadzić do kąpieli wodnej (ale nie do wrzątku).
Czekoladę roztapiamy.
Miód przelewamy do garnka. Dolewamy rozpuszczonej czekolady. Mieszamy lub blendujemy i wsadzamy do słoików.
Pycha! Albo raczej - miodzio!
Potrzebujemy słoik miodu oraz czekoladę (ja preferuje gorzką 70% lub więcej)
Miód powinien być płynny. Jeśli nie jest, trzeba go wsadzić do kąpieli wodnej (ale nie do wrzątku).
Czekoladę roztapiamy.
Miód przelewamy do garnka. Dolewamy rozpuszczonej czekolady. Mieszamy lub blendujemy i wsadzamy do słoików.
Pycha! Albo raczej - miodzio!
niedziela, 9 lutego 2014
Niedzielnie i serowo
- Co pani podaje mężowi jeśli nie smakuje mu domowy obiad?
- Płaszcz i kapelusz
Zebrał: Władysław Skoczylas "Humor, dowcipy i ciekawostki"
Jedliśmy na mieście. Nie chciało nam się gotować, tracić czasu. Mieliśmy dość siedzenia w kuchni więc poszliśmy na Burgera na Mikołajską. Pierwszy raz. Było całkiem smacznie. Porcje ogromne. Pewnie kiedyś też tam jeszcze pójdziemy.
W tym tygodniu robimy sery. Panir i ricotta. Smaczne. Nigdy nie byłam fanką nabiału. Ale nasze sery są po prostu rewelacyjne.
- Płaszcz i kapelusz
Zebrał: Władysław Skoczylas "Humor, dowcipy i ciekawostki"
Jedliśmy na mieście. Nie chciało nam się gotować, tracić czasu. Mieliśmy dość siedzenia w kuchni więc poszliśmy na Burgera na Mikołajską. Pierwszy raz. Było całkiem smacznie. Porcje ogromne. Pewnie kiedyś też tam jeszcze pójdziemy.
W tym tygodniu robimy sery. Panir i ricotta. Smaczne. Nigdy nie byłam fanką nabiału. Ale nasze sery są po prostu rewelacyjne.
niedziela, 26 stycznia 2014
Dekorowanie ciast
Nawet mój 4-letni Pucio spełnia się artystycznie w kuchni. Oto dekoracja czekoladowego browni jego autorstwa:
Początkowo każda biedronka miała swój kwiatuszek. Ale że kwiatuszki są smaczne, jedna nie ma, żeby było śmieszniej!
piątek, 24 stycznia 2014
Czwartkowo-piątkowo
Gdy tylko jestem w domu (nie pracuje) i mam trochę gorszy humor, nic nie pomaga mi tak jak siedzenie w kuchni i pieczenie.
Wczoraj zrobiłam pączki ptysiowe i rożki z powidłami. Dzisiaj pączki z nutellą i dżemem różanym oraz czekoladowe browni.
Do tego pranie, prasowanie, sprzątanie. Dzień minął o wiele za szybko
Wczoraj zrobiłam pączki ptysiowe i rożki z powidłami. Dzisiaj pączki z nutellą i dżemem różanym oraz czekoladowe browni.
Do tego pranie, prasowanie, sprzątanie. Dzień minął o wiele za szybko
środa, 15 stycznia 2014
Dekorowanie kawy
Dostałam od Aniołka książki o kawie. Przepisy, dekorowanie, rodzaje.
Jest do dla mnie trudny tematem ponieważ nie mam profesjonalnego ekspresu.
Oto moje pierwsze próby dekorowania kawy:
Jest do dla mnie trudny tematem ponieważ nie mam profesjonalnego ekspresu.
Oto moje pierwsze próby dekorowania kawy:
sobota, 13 lipca 2013
Pierogarnia u Karoli
W czwartek postanowiłam zrobić pierogi. Po raz pierwszy samodzielnie (wcześniej robiłam raz z koleżanką). Do sprawy podeszłam ambitnie. Od razu zabrałam się za ruskie (moje ulubione) i z mięsem (ulubione męża). Wyszły bardzo smaczne. Ale po kilku godzinach spędzonych w kuchni miałam dość robienia na kilka miesięcy.
To postanowienie utrzymało się aż do... dzisiaj. Idąc z synkiem i z mężem na Kleparz pomyślałam o przepysznych pierogach z borówkami które robi moja babcia. I postanowiłam spróbować... Pierogi wyszły znakomicie. Szczególnie, że podałam je z bitą śmietaną, do której ubijania dodałam borówki.
Wpierw w domu było słychać narzekania że 30-40 pierogów dla naszej trójki to za dużo na obiad. Ale po skosztowaniu okazało się, że szybko zniknęły wszystkie.
To postanowienie utrzymało się aż do... dzisiaj. Idąc z synkiem i z mężem na Kleparz pomyślałam o przepysznych pierogach z borówkami które robi moja babcia. I postanowiłam spróbować... Pierogi wyszły znakomicie. Szczególnie, że podałam je z bitą śmietaną, do której ubijania dodałam borówki.
Wpierw w domu było słychać narzekania że 30-40 pierogów dla naszej trójki to za dużo na obiad. Ale po skosztowaniu okazało się, że szybko zniknęły wszystkie.
środa, 13 marca 2013
Zapasy na czarną godzinę
Dzisiaj pierwszy dzień od ponad dwóch tygodni spędzony bez Pucia. Miałam ambitne plany - nadrobić zaległości lekturowe. No i nie udało się. Zasnęłam nad książką. I cały dzień znów przeleciał przez palce. Jestem senna, otumaniona, smutna...
Zrobiłam szybki obiad. Dzisiaj mało zdrowo. Trzeba się było pozbyć konserw przechowywanych na 'czarną godzinę' (termin przydatności do spożycia zaczął się kurczyć) czyli: potop, trzęsienie ziemi, wojnę nuklearną, nagły barak dostępu do sklepu lub gotówki czy inne tym podobne sprawy (każdy może wybrać swój wariant).
Tak więc zagotowałam makaron, podsmażyłam dwie konserwy (już bez tłuszczu, bo mają go dość w sobie), dodałam cebulę, sos pomidorowy i ser pleśniowy (zwykłego nie miałam). Wszystko z datą ważności do kwietnia.
Wymieszałam sos z makaronem i obiad gotowy. Od czasu do czasu coś mało wyszukanego i niezdrowego (mam na myśli głównie konserwy) szkody wielkiej nie uczynią. A całość zrobienia obiadu zajęła mi z 20 min.
Do tego popijam zieloną herbatę przywiezioną prosto z Japonii wiele lat temu (pewnie już dawno po terminie ale na szczęście nie umiem tego odczytać a smakuje dokładnie tak jak kiedyś) i zaparzyłam rooibosa dla równowagi.
Zaraz muszę wyjść z domu a pogoda mało do tego zachęca tak więc dzisiaj coś z zimnej Norwegi; od razu przychodzą mi do głowy fiordy i lodowce
Zrobiłam szybki obiad. Dzisiaj mało zdrowo. Trzeba się było pozbyć konserw przechowywanych na 'czarną godzinę' (termin przydatności do spożycia zaczął się kurczyć) czyli: potop, trzęsienie ziemi, wojnę nuklearną, nagły barak dostępu do sklepu lub gotówki czy inne tym podobne sprawy (każdy może wybrać swój wariant).
Tak więc zagotowałam makaron, podsmażyłam dwie konserwy (już bez tłuszczu, bo mają go dość w sobie), dodałam cebulę, sos pomidorowy i ser pleśniowy (zwykłego nie miałam). Wszystko z datą ważności do kwietnia.
Wymieszałam sos z makaronem i obiad gotowy. Od czasu do czasu coś mało wyszukanego i niezdrowego (mam na myśli głównie konserwy) szkody wielkiej nie uczynią. A całość zrobienia obiadu zajęła mi z 20 min.
Do tego popijam zieloną herbatę przywiezioną prosto z Japonii wiele lat temu (pewnie już dawno po terminie ale na szczęście nie umiem tego odczytać a smakuje dokładnie tak jak kiedyś) i zaparzyłam rooibosa dla równowagi.
Zaraz muszę wyjść z domu a pogoda mało do tego zachęca tak więc dzisiaj coś z zimnej Norwegi; od razu przychodzą mi do głowy fiordy i lodowce
wtorek, 4 grudnia 2012
Poranne rozważania o jedzeniu
Poranne gorsze samopoczucie poprawiło się po wizycie w Subway'u. Chyba jeszcze nigdy nie jadłam u nich śniadania. Ale pokusa była tak ogromna, że nie mogłam z nią walczyć... Kanapeczka była pyszna...
Poza Subwayem mam ostatnio ochotę na dziwne rzeczy. Zjadłam dwa słoiki sałatki z ogórków (wczoraj jeden a dzisiaj drugi), kupiłam sobie i prawie od razu spałaszowałam ogórka nadziewanego kiszoną kapustą (niestety tylko jednego). I nadal mi się chce. Najchętniej kiszonej kapusty...
Poza tym wczoraj kupiłam w Lidlu kaczkę (filety). Nie miałam pojęcia jak je przygotować. Nie skorzystałam jednak ani z opcji 'wujek google' ani z opcji książka kucharska. Włożyłam wszystko do naczynia żaroodpornego. Dodałam dwie mandarynki (nie miałam pomarańczy) i jabłko. Mandarynki i jabłko podzieliłam na cząstki. Dodałam ziół i pieprzu. Wyszło znakomicie!
W tej chwili na ogniu pyrka rosół. A za chwilę zrobię pesto pietruszkowe.
Poza Subwayem mam ostatnio ochotę na dziwne rzeczy. Zjadłam dwa słoiki sałatki z ogórków (wczoraj jeden a dzisiaj drugi), kupiłam sobie i prawie od razu spałaszowałam ogórka nadziewanego kiszoną kapustą (niestety tylko jednego). I nadal mi się chce. Najchętniej kiszonej kapusty...
Poza tym wczoraj kupiłam w Lidlu kaczkę (filety). Nie miałam pojęcia jak je przygotować. Nie skorzystałam jednak ani z opcji 'wujek google' ani z opcji książka kucharska. Włożyłam wszystko do naczynia żaroodpornego. Dodałam dwie mandarynki (nie miałam pomarańczy) i jabłko. Mandarynki i jabłko podzieliłam na cząstki. Dodałam ziół i pieprzu. Wyszło znakomicie!
W tej chwili na ogniu pyrka rosół. A za chwilę zrobię pesto pietruszkowe.
piątek, 16 listopada 2012
Mała czarna
Kupiłam dzisiaj kawę w sklepie osiedlowym. Mieszankę arabiki. 7 dkg - 7 zł. Ilość niewielka ale starczy do rytuału. Lubię kawę. Kiedyś służyła mi tylko do pobudzenia zmysłów ale piłam ją bez przyjemności. Teraz lubię ją degustować.
Lubię też bardzo arabikę. Poprosiłam w sklepie o niemieloną. Zmieliłam sobie w domu porcję po czym zaparzyłam aromatyczną małą czarną. Od mielenia i parzenia w domu unosi się piękny aromat. Brakuje tylko ciasta - które zaraz upiekę.
Ręczne mielenie kawy mnie uspakaja. Pomaga walczyć z otaczającymi mnie demonami. Daje chwilę ukojenia. Jak dobrze, że istnieją jeszcze młynki do kawy, że nie są już tylko eksponatami muzealnymi! Jak dobrze, że nad kawą można nadal odprawić swój własny rytuał, swoje własne czary.
Lubię też bardzo arabikę. Poprosiłam w sklepie o niemieloną. Zmieliłam sobie w domu porcję po czym zaparzyłam aromatyczną małą czarną. Od mielenia i parzenia w domu unosi się piękny aromat. Brakuje tylko ciasta - które zaraz upiekę.
Ręczne mielenie kawy mnie uspakaja. Pomaga walczyć z otaczającymi mnie demonami. Daje chwilę ukojenia. Jak dobrze, że istnieją jeszcze młynki do kawy, że nie są już tylko eksponatami muzealnymi! Jak dobrze, że nad kawą można nadal odprawić swój własny rytuał, swoje własne czary.
Subskrybuj:
Posty (Atom)