Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 lipca 2017

Slow Fashion Modowa rewolucja. Kupuj mniej, wyglądaj lepiej.

Książkę "Slow Fashion Modowa rewolucja. Kupuj mniej, wyglądaj lepiej" Joanny Glogazy pożyczyła mi koleżanka. Książka podziałała na mnie podobnie jak przed laty przeczytanie "Sztuki Prostoty" Dominique Loreau - w końcu zrobiłam porządek w szafie i pozbyłam się przynajmniej kilku niepotrzebnych, czy nielubianych (czyli nienoszonych) ubrań, których żal mi było wyrzucić z szafy. 

Kilku się pozbyłam, nie kupiłam torebki, nad którą się zastanawiałam od ponad miesiąca oraz poważnie zaczęłam myśleć nad rewolucją w swojej szafie (na razie pozbyłam się kilku rzeczy, ale na pewno nie tyle ile powinnam).

Często intuicyjnie wiemy, że zrobienie porządku w szafie pomoże nam się także poczuć lepiej samym ze sobą. Jednak brak czasu, chęci czy prostu motywacji powoduje, że wszystko zostawiamy jak jest i tylko nowe ciuchy dopychamy kolanem, żeby się zmieściły w szafie. A i tak chodzimy głownie w kilu rzeczach, które naprawdę lubimy. 

Dla wszystkich potrzebujących odpowiedniej motywacji książka Asi Glogazy będzie zakupem bardzo inspirującym i dodającym sił do zmian. Zawiera wiele cennych rad jak skomponować idealną garderobę, jak robić zakupy, na co zwracać uwagę oraz jak porazić sobie z chęcią niewyrzucania ubrań, których od dawna nie nosimy.

niedziela, 15 stycznia 2017

Haruki Murakami "Mężczyźni bez kobiet"

Muszę przyznać, że nie przepadam za opowiadaniami. Zdążę przyzwyczaić się do bohatera, polubić go, a opowiadanie się kończy. Często też mam wrażenie, że jak autor nie ma pomysłu na książkę, to pisze opowiadanie. Opisuje jakiś fragment historii na której zakończenie nie ma pomysłu. Kończy więc w środku nie zostawiając puenty ani nic co mogłoby pocieszyć czytelnika. I nawet nie chodzi mi o to, że te zakończenia są 'otwarte' a o to, że zazwyczaj są dziwne, skończone jakby w połowie. Jakby (właśnie) bez pomysłu.

Książka Haruki Murakamiego "Mężczyźni bez kobiet" jest podobna. Mimo wszystko bardzo mi się spodobały opowiadania w niej zawarte. Część bardzo mocno mnie poruszyła. 

Opowiadania są krótkie, co można uznać za zaletę jak nie ma się czasu ani ochoty na czytanie dłuższych pozycji.

Nie jest to może pozycja obowiązkowa, którą należy kupić i po prostu mieć. Ale na pewno polecam ją przeczytać.

niedziela, 24 listopada 2013

Ja i moja siosta Klara - księżki dla dzieci

Tym razem książka dla dzieci. Jedna z tych, które naprawdę WARTO kupić i przeczytać z maluchem.

"Ja i moja siostra Klara" to książka cudowna. Opowiada o dwójce rodzeństwa i ich codziennym życiu. Najprostsze historie z życia przeradzają się w fascynujące i zatykające dech w piersi (przynajmniej mojemu synkowi - 4 lata) przygody.

Mój synek słucha zafascynowany a ja co chwilę wybucham śmiechem.

Książka ma bardzo krótkie i treściwe rozdziały więc świetnie się sprawdza jako bajka na dobranoc!


środa, 2 października 2013

Harry Potter czyli czytelnictwo po Polsku

Czytamy czy nie czytamy? Mnóstwo osób w moim otoczeniu nie czyta (chyba że za czytanie można uznać gazety kobiece). Ale jest też spora lista osób czytających. Coraz częściej używa się też touchpad'ów, telefonów komórkowych (bardzo wygodna opcja w podróży) czy nawet laptopów.

Jestem w grupie osób, które preferują książki wydrukowane. Mają one jednak swoją wadę. Zajmują miejsce, którego często nie mamy zbyt wiele.Właśnie z tego względu wiele osób wybiera wersje elektroniczną.

Co jednak z czytelnictwem? Może czytamy dużo, ale nie książek które wchodzą do tzw kanonu lektur obowiązkowych? Rację ma profesor Jacek Wojciechowski (mój mentor i guru) który stawia tezę, że może czas się zastanowić nad zmianą podstawy programowej. Czy Harry Potter w pozycji lektur obowiązkowych nie poprawiłby statystyk?

Dużym ograniczeniem jest też brak bibliotek (szczególnie na nowych osiedlach) oraz brak nowych pozycji w tychże bibliotekach. Tak więc zbyt często jesteśmy zmuszeni książkę kupić nawet jeśli jesteśmy szczęśliwcami którzy nie muszą pokonywać kilometrów w drodze do biblioteki.

Mój syn (prawie 4 lata) nie miał jeszcze okazji odwiedzić biblioteki. Powód? Nie ma żadnej w okolicy w której mieszamy czy pracujemy. Wolimy więc kupić mu książkę sami lub poprosić o nią znajomych, gdy szukają odpowiedniego prezentu dla dziecka. Wyjazd do biblioteki w naszym przypadku jest zbyt dużym obciążeniem czasowym. Takich dzieci, które nigdy nie były w bibliotece, a czytać lubią jest coraz więcej.

Odsyłam do ciekawego artykułu

piątek, 27 września 2013

George R. R. Martin "Gra o tron"

W końcu przeczytałam. Zajęło mi to kilka tygodni, bo książka jest gruba a ja jak zwykle czytam kilka rzeczy na raz.

Obejrzałam wcześniej serial i był to chyba błąd. Przez to ciężko czytało mi się książkę. Wydarzenia w serialu i w książce były prawie identyczne. Nie było więc elementu zaskoczenia, odkrycia czegoś nowego, nie było dreszczyku emocji. Z góry wiedziałam co kto powie i jak postąpi.

Dawno nie spotkałam się z tym, żeby książka i serial były ze sobą tak podobne, żeby w filmie nie wprowadzono większych zmian czy cięć.

Co do samej książki / serialu to wciąga. Świat George R. R. Martina jest światem na miarę Śródziemia Tolkiena, chociaż bardzo się od niego różni. Czyta się sprawnie, akcja jest wartka i przejrzysta. Świat brutalny, bardzo brutalny i bardzo ludzki. Miłośnicy elfów czy krasnali mogą być srodze zawiedzeni bo w "Grze o tron" ich nie uświadczą. Jest jednak polityka, walka o władzę, przekupstwo oraz dużo łez i krwi.

niedziela, 1 września 2013

Wiersze

Rano moje serce nie chce wychylić nosa.
W południe zamyka się w sobie.
O zmierzchu rozgląda się niepewnie.
A wieczorem lęka się nadchodzącej nocy.
 

Dlaczego? - zapytałam po cichutku.
Boje się nie-ludzi i przemijania,
niezapowiedzianej śmierci i Spotkania.
Proszę Cię, przyjdź i zostań do końca.
 

Małgorzata Hałyszyn - Dygas "Samotność"

Kilka miesięcy temu dostałam tomik wierszy "Na przekór" Małgorzaty Hałaszyn-Dygas. Wiersze mnie zachwyciły.

Są ciepłe, emocjonalne, kobiece. Wiele w nich uczuć, niepewności, smutku. W jakiś dziwny sposób są także 'moje'.

środa, 30 stycznia 2013

Stan mojej duszy

(...) jak - w świecie, gdzie wszyscy starają się przeżyć za wszelką cenę - osądzać tych, którzy decydują się na śmierć?
Paulo Coelho "Weronika postanawia umrzeć"

 I Znowu 'Weronika'. I znowu ta książka... Czytałam ją chyba już wcześniej dwa razy. A nagle stała się dla mnie ponownym odkryciem! Nagle stała się dla mnie jedną z najważniejszych książek, taką jaką jest "Nieznośna lekkość bytu" Milana Kundery.

Czy mamy prawo osądzać osoby, którym brak jest sił? Które nie widzą przed sobą przyszłości? Które są za słabe, zbyt mało pewne siebie? Które nie chcą kolejnych, powtarzających się po sobie z nieuchronną pewnością 'dni świstaka'?.

Nie każdy z nas ma szczęście takie jak 'Weronika' na odkrycie w sobie innych osób. Nie każdy ma możliwość czy odwagę do podjęcia zmian. Zresztą skąd brać pewność jakich zmian chcemy dokonać?

Mój stan to nie to, co widzicie w moim ciele, ale to, co dzieje się w mojej duszy.
Paulo Coelho "Weronika postanawia umrzeć"
op.cit.



poniedziałek, 28 stycznia 2013

Umiera się po to by żyć inaczej

Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu... Umiera się nie dlatego by przestać żyć, lecz po to by żyć inaczej. Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru pułapki, śmierć zdaje się być jedynym ratunkiem, ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie. 
Paulo Coelho "Weronika postanawia umrzeć"

I znowu wracam do tej książki. Czytałam ją kilka lat temu a teraz, jak tylko wczoraj ją otwarłam, zaczęłam rozumieć ją, interpretować na nowo. Stała się dla mnie najważniejszą książką tego pisarza, ze wszystkich, które do tej pory czytałam. I to już od pierwszej strony.

Są takie książki, które dorastają razem z nami. Abo to raczej my dorastamy do nich. Tak samo jest z "Małym księciem" Exuperego. Są książki, które za każdym razem otwierają przed nami inne bramy, ukazują inne tajemnice. Niektóre książki czyta się raz, do niektórych wraca wielokrotnie.

Chyba to właśnie najbardziej lubię w czytaniu książek. Że niektóre, czytane nawet za kolejnym razem, potrafią nas zaskoczyć. Wzbudzić w nas pewną nutę, emocje (czasami nawet te dawno zapomniane lub głęboko skrywane)

Są książki, które czytam i które mogę mieć. Są też takie które mieć muszę za wszelką cenę, bo nigdy nie wiem kiedy będę czuła potrzebę, żeby do nich wrócić. To jak narkotyk, uzależnienie...

środa, 16 stycznia 2013

I must not fear

Strach zabija umysł.
Strach jest małą śmiercią, która niesie ze sobą całkowite unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Pozwolę aby zalał mnie i przelał się przeze mnie,
a kiedy odpłynie, odwrócę oko swej jaźni i spojrzę na jego drogę.
Tam gdzie przeszedł strach, nie będzie już nic.
Zostanę tylko ja.

I must not fear.
Fear is the mind-killer.
Fear is the little-death that brings total obliteration.
I will face my fear.
I will permit it to pass over me and through me.
And when it has gone past I will turn the inner eye to see its path.
Where the fear has gone there will be nothing.
Only I will remain.

Frank Herbert "Diuna"

Często myślę o tym fragmencie z "Diuny". I must not fear. Fear is the mind-killer. Gdyby to było tak proste jak w książce... Powtarzać to jak mantrę i bez lęku iść do przodu. Pokonywać kolejne przeciwności losu. Iść przed siebie z dumą i godnością. Nie bać się.

"Diuna", a właściwie wszystkie jej części napisane przez Herberta przeczytałam jednym tchem. Pierwszą część nawet w wersji polskiej a potem angielskiej. Lubię tą książkę. To jak w świecie przez nią stworzonym można kontrolować ciało i umysł. Jak bardzo zawikłany i skomplikowany jest świat wiary i polityki. Jak często te dwie rzeczy idą ze sobą w parze. Są nierozłączne. Jak często nawet znając swoje przeznaczenie nie możemy go zmienić. Nawet znając przyszłość nie mamy na nią wpływu. Musimy podążać za własnym przeznaczeniem, losem zapisanym nam w gwiazdach, czy raczej w piaskach Arrakis.

sobota, 12 stycznia 2013

Erika Leonard "Pięćdziesiąt twarzy Greya"

Mam pewien problem. Od kilku dni zastanawiam się czy napisać coś na temat tej książki, czy też lepiej dać sobie spokój i nie wywoływać burzy w przysłowiowej szklance wody

Zacznę może od tego, że nie czytałam żadnej recenzji "Pięćdziesięciu twarzy Greya". Słyszałam tylko, że jest bardzo, bardzo popularna. Ale kto chociaż troszeczkę interesuje się światem wydawniczym i chociaż raz na czas cokolwiek czyta (chociażby bilbordy) nie mógł o tej książce nie słyszeć.

Jakiś czas temu zapytałam w księgarni o opinię osób tam pracujących, czy warto tą książkę zakupić. Co usłyszałam? Że jeśli ktoś lubi zabawy sadomasochistyczne to na pewno książka dla niego. Nikt normalny ekscytować się tą książką nie może! Po takiej recenzji oczywiście książki nie kupiłam.

Z drugiej strony nie dawała mi spokoju. Bo jak wyrobić sobie własne zdanie na temat lektury, której się nie czytało? Książkę udało mi się więc pożyczyć i przeczytać (jestem w połowie drugiej części).

Od razu mnie wciągnęła. I to jest jej duży plus. Czyta się łato, przyjemnie i szybko. Od pierwszej chwili jednak miałam skojarzenia ze "Zmierzchem" Stephenie Meyer. Główni bohaterowie bardzo przypominają tych 'zmierzchowych'. On bardzo piękny, niezdobyty, bogaty. Ona nieporadna, niewierząca w siebie, swoje umiejętności i urodę.

Jedyną różnicę stanowią opisy seksu. Jednak prócz klapsów i wiązania krawatem nie widzę w niej niczego, co można by nazwać sadomasochizmem. Jest pokój przyjemności czy też bólu. Wspomniany i opisany, ale raczej przez głównych bohaterów nie używany.

Czytając drugą część i kolejny opis wspaniałego, 'waniliowego' seksu Christiana i Any zaczęłam ziewać i poszłam spać. NUDA.... Może potem książka bardziej się rozkręci?

A poza tym nie rozumiem po co głównym bohaterom służą klapsy i zabawki erotyczne, skoro dochodzą na samo słowo 'dojdź'? I to zawsze w tym samym momencie. Może starczyłaby zwykła rozmowa przez telefon skoro działają na siebie aż tak silnie erotycznie?

No i Ana, która jest 21-letnią dziewicą, nie ma żadnych zahamowań erotycznych, pytań i problemów. Pierwszy raz i wspaniały orgazm i to jeden za drugim. Czyżby to nie było zbyt cukierkowe?

poniedziałek, 26 listopada 2012

O miłości

Gdy sięgam pamięcią wstecz, Ogród wydaje mi się snem. Był piękny, niezwykle czarująco piękny, a teraz jest utracony i nie ujrzę go już nigdy.

Ogród jest utracony, lecz jestem szczęśliwa, gdyż odnalazłam Adama. On kocha mnie tak jak potrafi, a ja kocham go ze wszystkich sił swej namiętnej natury, co, jak przypuszczam, jest typowe dla mej młodości i płci. Kiedy zadaję sobie pytanie, dlaczego go kocham, dochodzę do wniosku, że nie wiem i nie pragnę wiedzieć. Przypuszczam więc, że ten rodzaj miłości nie jest wynikiem rozumowania ani statystyki, jak miłość do płazów i zwierząt. Myślę, że tak jest. Kocham niektóre ptaki dla ich śpiewu - lecz Adama nie dlatego kocham - nie, nie dlatego. Im więcej śpiewa, tym bardziej mnie to denerwuje. Proszę go jednak, by śpiewał, gdyż pragnę polubić wszystko, co go interesuje. Jestem pewna, że z czasem polubię ten śpiew, choć z początku nie mogłam go znieść, ale teraz mogę. Drażni to wprawdzie moje uszy, lecz nic nie szkodzi, i do tego można przywyknąć.

Nie kocham go dla jego inteligencji - nie, wcale nie dlatego. Nie należy winić go za rodzaj inteligencji, jaki posiada, gdyż sam go nie stworzył, jest taki, jakim stworzył go Bóg, i to wystarcza. Wiem, że kierowała tym mądra celowość. Z czasem jego inteligencja rozwinie się, chociaż nie sądzę, aby to nastąpiło szybko, zresztą nie ma pośpiechu, jest wystarczająco udany taki, jaki jest.

Nie kocham go z powodu jego subtelności ani pełnych wdzięku manier. Nie, ma pod tym względem braki, lecz jest wystarczająco udany taki, jaki jest, i robi wciąż postępy.

Nie kocham go z powodu jego zręczności - wcale nie dlatego. Przypuszczam, że jest zręczny, nie wiem tylko, dlaczego to przede mną ukrywa. Jedynie to sprawia mi przykrość. Na ogół jest ze mną szczery i otwarty, jestem pewna, że poza tym nie ukrywa przede mną niczego, Martwi mnie, że ma przede mną tajemnice i nieraz myśl o tym nie daje mi zasnąć, lecz postaram się o tym zapomnieć, by nic nie mąciło pełni mego szczęścia. 

Nie kocham go z powodu jego wykształcenia - nie, nie dlatego. Jest samoukiem i ma mnóstwo wiadomości nie całkiem zgodnych z rzeczywistością. 

Nie kocham go z powodu jego rycerskości - nie, nie dlatego. Nieraz krzyczy na mnie, lecz nie ma o to do niego pretensji, gdyż sądzę, że jest to cechą jego płci, której przecież sam nie stworzył. Oczywiście, sama nigdy nie podniosłabym na niego głosu - wolałabym raczej zginąć, lecz to również jest cechą mej płci, której nie stworzyłam - nie jest więc moją zasługą.

Więc dlaczego go kocham? Sądzę, że j e d y n i e  d l a t e g o, i ż  j e s t  m ę ż c z y z n ą.

W głębi serca jest dobry i za to go kocham, lecz mogłabym go też kochać, gdyby taki nie był. Kochałabym go, gdyby mnie bił i obrzucał obelgami. Przypuszczam, że to typowe dla mojej płci.

Jest silny i przystojnym i za to go kocham, podziwiam i jestem z niego dumna, lecz mogłabym go kochać, gdyby był pozbawiony tych zalet. Gdyby był brzydkim kochałabym go; gdyby był rozbitkiem życiowym, kochałabym go, pracowała dla niego, harowałabym, modliła i czuwała przy jego łożu aż do śmierci. 

Sądzę więc, że kocham go jedynie dlatego, że j e s t  m ę ż c z y z n ą  i   n a l e ż y  d o  m n i e. Nie ma chyba innego powodu. Jest więc tak, jak już przedtem stwierdziłam: ten rodzaj miłości nie jest wynikiem rozumowania ani statystyki. Po prostu zjawia się nie wiadomo skąd - bez żadnych wyjaśnień. I nie są one potrzebne.

Tak myślę. Jestem jednak tylko dziewczyną - pierwszą, która dociekała tych spraw i być może z nieświadomości, z braku doświadczania nie zrozumiałam tego jak należy.

Mark Twain "Pamiętniki Adama i Ewy" 


Dzieląc książki na te, które trzeba przeczytać lub te, które należy przeczytać i mieć, "Pamiętniki Adama i Ewy" zaliczam zdecydowanie do drugiej kategorii.

Książeczka jest krótka, ale piękna. Gdy myślę o tekstach o miłości ten, zacytowany wyżej, od razu pojawia się w mojej głowie jako jeden z wielu. Ale tylko ten, ze znanych mi tekstów, porusza tą tematykę z taką wnikliwością. Dodatkowo jest widziany z perspektywy kobiety co również często się nie zdarza.

Od dawna już wiemy, że "mężczyźni są z marsa a kobiety z wenus". Że są między nami różnice w postrzeganiu świata, w postrzeganiu otaczającej nas rzeczywistości. Ta krótka książeczka w zabawny acz wnikliwy sposób pokazuje te różnice.

To książka do której wracam, nad którą często medytuje.

To książka, którą po prostu trzeba przeczytać!

piątek, 23 listopada 2012

Wierzyć w sens

Gdy człowiek wierzy w sens tego, co robi, to nie w smak mu marnowanie czasu.
 Kazuo Ishiguro "Pejzaż w kolorze sepii".

Skończyłam dzisiaj czytać książkę "Pejzaż w kolorze sepii". Fascynuje mnie twórczość Kazuo Ishiguro i postanowiłam nadrobić swoje  poważne braki czytelnicze w tym zakresie.

Ta książka jest debiutem powieściowym Ishiguro. Czyta się ją szybko i przyjemnie. Trochę jednak brakuje mi na końcu puenty a także mocnego przesłania. Czytając (a raczej słuchając audiobooka)  "Nie opuszczaj mnie", tego samego autora, byłam poruszona. Książka mną mocno wstrząsnęła. Pokazała pewien problem etyczny, który za niedługo może być całkiem realny. Takiego poruszenia i takich emocji oczekiwałam także po "Pejzażu". Niestety na próżno. Mam pewien niedosyt po jej przeczytaniu. Mimo wszystko ten zakup to nie były zmarnowane pieniądze i stracony czas.

Podoba mi się bardzo powyższy cytat. Jeśli człowiek ma wizję, wierzy w sens wykonywanych czynności to robi to z pasją i radością. Wtedy praca nie jest problemem i 'odrobieniem pańszczyzny'. Wtedy praca, którą się wykonuje staje się sensem samym w sobie. Chociaż może się mylę?