sobota, 8 listopada 2014

Sobotnie nic nie robienie z Bublem w tle

Dzisiaj spokojny bardzo domowy i leniwy dzień. Leżałam w łóżku do południa. Długo spałam, czytałam i nic nie robiłam. Potem chwila leniwego sprzątania, potem dekupaż, herbatka za herbatką i Buble. Cały dzień Buble.
Wspominam ciągle wtorkowy koncert w Kraków Arenie i myślę, że na równie udanym nigdy już nie będę. Szczególnie że siedziałam (dzięki siostrze) w 7 rzędzie!
I moja ulubiona piosenka zadedykowana "Pierogis" 


sobota, 1 listopada 2014

Pitu Pitu

Dzisiaj trochę refleksyjnie ale też pracowicie. Pieczenie, gotowanie, spacer po cmentarzu.
Męczy mnie też migrena którą próbuje pokonać zażywając reklamówkę przeróżnych leków przeciwbólowych.
Do tego (pewnie przez zmęczenie) zatęskniłam za spokojnymi (od czasu do czasu) czasami studenckimi


czwartek, 30 października 2014

Mój sen

Za niedługo święto Wszystkich świętych. Jedyne które lubię. Naprawdę lubię. Święto zmuszające nas do refleksji nad własnym życiem



piątek, 17 października 2014

Życia krąg

Dzisiaj dokonał żywota mój ulubiony, najładniejszy gupik. W drugim akwarium również dzisiaj, przyszło na świat ok 30 nowych gupików.

Potrzebuje ktoś rybki? W naszych akwariach aż tyle się nie pomieści!

niedziela, 21 września 2014

Kuchennie i chorowicie

Wczoraj zrobiłam chipsy z dyni

Składniki:

  •     dynia hokkaido - dowolnej wielkości
  •     odrobina oliwy do posmarowania
  •     świeżo zmielony pieprz

Dynię pokrój w cienkie plastry, wytnij wnętrze z pestkami. Hokkaido nie trzeba obierać ze skóry.
Plastry pokrój na mniejsze kawałki, posmaruj cieniutko oliwą i posyp grubo mielonym pieprzem.
Rozłóż na blasze na papierze do pieczenia i piecz w piekarniku (200 stopni, termoobieg) przez ok. 10 minut. Wyłącz piekarnik, przewróć chipsy na drugą stronę i zostaw w piekarniku, przy uchylonych drzwiczkach do ostygnięcia.
Po wyjęciu przesyp na papier kuchenny i pozwól im trochę przeschnąć - będą chrupiące.  

Przepis pochodzi ze strony Kuchnia bez chemii

Specjalnie kupiłam dynię i zaserwowałam gościom. Smakowało im! Mi chyba jeszcze bardziej.

Zrobiłam też wczoraj śliwkowy placek z miodem i kruszonką. Przepis ze strony Mała cukierenka.

Składniki:
Ciasto:
  • 100ml ciepłego mleka
  • 20g świeżych drożdży piekarskich
  • 50g cukru
  • 280g mąki
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 1 jajko
  • 70g miękkiego masła
  • Kruszonka:
  • 300g mąki
  • 150g zimnego masła
  • 150g cukru
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
Wierzch:
  • 1,5kg umytych śliwek
  • 150g zmielonych orzechów laskowych
  • 150g płynnego miodu (jeśli mamy miód skrystalizowany, należy go podgrzać, aż się roztopi)

Ciasto:
1. Rozprowadzić w ciepłym mleku drożdże z cukrem. Przykryć ściereczką i odstawić na 10-15 minut.

2. Mąkę przesiać do miski, dodać cukier waniliowy, zrobić wgłębienie i wlać rozczyn. Dodać jajko, miękkie mało i zagnieść gładkie ciasto (wyrabiać ciasto przez około 5 minut). Następnie przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce, aż ciasto podwoi swoją objętość.

3. W międzyczasie przygotować kruszonkę:
Do miski dodać mąkę, posiekane masło, cukier i cynamon. Zagniatać i rozcierać składniki palcami, aż powstanie kruszonka.

4. Śliwki przepołowić i wypestkować.

5. Wyrośnięte ciasto przełożyć na stolnicę i rozwałkować na wielkość blaszki do pieczenia (użyłam blaszki 36x25cm). Ciasto przełożyć na posmarowaną masłem blaszkę. Posypać zmielonymi orzechami. Poukładać na wierzchu śliwki i posmarować je miodem, najlepiej przy użyć pędzelka (lub skropić miodem, używając łyżki).

6. Wszystko równomiernie przykryć wcześniej przygotowaną kruszonką i wstawić ciasto do nagrzanego piekarnika. Piekłam w temperaturze 160oC na funkcji termoobieg przez 50 minut.

Przepis jest rewelacyjny! Robiłam go już wcześniej i nie mogłam przestać jeść (co nie było  bez wpływu na moją wagę)

Tym razem jeść nie dam rady. To znaczy że albo jestem przeziębiona albo w ciąży. Ponieważ to drugie od razu mogę wykluczyć - zostało przeziębienie. Od wczoraj popijam różeniec i faszeruje się lekami i syropami. Nie mogę zachorować. Czeka mnie praca (nie chcę mieć zaległości), czeka mnie squash, czeka mnie kino kobiet, czeka mnie angielski. Dzisiaj czeka mnie "Pszczółka Maja" w kinie. Obiecałam synkowi. Nie mogę chorować...

niedziela, 14 września 2014

Niedziela będzie dla nas

Dzisiaj leniwy i zarazem pracowity dzień. Zaczął się długim leżeniem w łóżku, długim spaniem (nie pamiętam kiedy ostatni raz się tak udało), długą kąpielą w pianie. A potem wyciskanie soku -  produkcja powideł (gotują się już od wczoraj i pewnie będzie je trzeba doglądać jeszcze kilka dni),
robienie obiadku.
W planach jeszcze spacer i prasowanie. I kolejny tydzień w pracy... Najbardziej nie lubię niedzieli popołudniu. Przede mną cały tydzień wstawania o 5 rano. Lepsze są już poniedziałki (w planach 4 dni wstawania i pocieszenie - że to w końcu ostatni poniedziałek tego tygodnia).
Na wakacje niestety trzeba będzie jeszcze poczekać - przynajmniej jakieś ponad 300 dni.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Energylandia - Rodzinny park rozrywki w Zatorze

Jeśli miałabym wycieczkę do Energylandi opisać tylko jednym zdaniem napisałabym: Najgorzej wydane 224 zł tych wakacji. Dlaczego aż tyle? Bilet dla dwójki rodziców z dzieckiem wynosi 219 zł. Za parking trzeba zapłacić 5 zł. Jak usłyszeliśmy kupując bilety - można przecież przyjechać rowerem!

Jadąc z Krakowa w piątek wczesnym popołudniem staliśmy ciągle w korkach. Wracając było znacznie gorzej.

Energylandia ma aspirację zostać polskim Disneylandem. Ja bym raczej nazwała to miejsce niedorobionym wesołym miasteczkiem.

A teraz po kolej:
  • Koszt wejścia jest nieproporcjonalnie wysoki w porównaniu do naszych zarobków oraz do tego co park rozrywki nam oferuje
  • Dodatkowa opłata za parking jest czystym złodziejstwem. 
  • Obsługa jest bardzo niemiła. Momentami wręcz arogancka. 
  • Park jest niedokończony (jakby został zbyt wcześnie otwarty). Brak jest dekoracji, atrakcji, zamaskowania konstrukcji. 
  • Nie ma informacji ile mniej więcej będziemy czekać na wejście do atrakcji (staliśmy ponad 30 min w jednej kolejce i nie doszliśmy nawet do połowy)
  • Jest bardzo złe lub w ogóle brakuje oznaczenia co wieku od którego można wejść na atrakcję.
  • Będąc z dzieckiem poniżej 3 lat nie mamy co liczyć na figlo-park lub 'dmuchańce'. Możemy liczyć na możliwość wejścia jedynie na 2-3 atrakcje
  • Za wszystkie dodatkowe atrakcje trzeba płacić - chcemy wziąć udział w bitwie na balony z wodą? - musimy zapłacić za balony. Chcemy przesiewać piasek w wodzie i szukać skarbów? - proszę bardzo! Piasek kosztuje 5 zł.
  • Nawet w strefie dla najmłodszych niektóre atrakcje są dostępne dopiero od 5 czy 6 lat. Pytanie więc brzmi co znaczy 'dla najmłodszych'?
  • Może miałam pecha - ale jedna z kolejek (niby dostępnych dla dzieci) nie działała. To oczywiście się zdarza, ale w przypadku bardzo niewielu innych dostępnych atrakcji było to bardzo zauważalne.
  • Kolejki są do wszystkiego. Do atrakcji oraz do punktów gastronomicznych (w sumie to też norma w tego typu miejscach ale dla mnie to była kropla przepełniająca kielich goryczy)
  • Nie ma cienia. W upalne dni ciężko znaleźć miejsce do odpoczynku
  • Brakuje placów zabaw, gdzie dzieci mogłyby 'przeczekać' kolejkę do atrakcji. 
Oczywiście jest to moje subiektywne zdanie. Patrzę na Energylandię jako matka 4.5 latka. Nie podejmuje się więc oceny strefy dla dorosłych. Wprawdzie ją zwiedziliśmy ale z racji posiadania małego dziecka - nie było nam dane skorzystać z dostępnych w niej atrakcji.

piątek, 1 sierpnia 2014

Akceptuj nieuniknione

Akceptuj nieuniknione z rezygnacją i wdziękiem. Powiedz sobie, że w pewien sposób to ci pomaga. Unikaj tego, czego możesz uniknąć, a z resztą mierz się stanowczo i cierpliwie.

Dominique Loreau "Sztuka prostoty"

To wydaje się takie proste i takie oczywiste. A jest tak niesamowicie trudne w realizacji!

czwartek, 31 lipca 2014

Nie ma się czego bać...

Wśród drzew schylonych o północy
wśród jasnych widuch złego mroku
coś się przemienia w naszej mocy
ktoś się porusza z naszym krokiem
kiedy tak idziesz w szumnej szacie
a wiatr ją targa i rozwiewa
nie bój się , ty nie idziesz sama
chodzą wraz z tobą wszystkie drzewa
ziemia jak echo minionych dni
grające w borze
a nasze cienie wśród martwych dni
wieszają zorze
dziwnie się srebrzysz aniele mój
w tęczowym piórze
nade mną góry wieżyce miast
nade mną
błękitne szerokie okna
i jasne smugi od lamp
i twoja postać , jasna postać
taką cię znam
taką cię znam

Miła moja już póżno
chylą się żółte mlecze
w doliny napływa gór cień
cichy odwieczerz
już póżno , już póżno
miła moja , trudno z miłośc się podnieść
a jeszcze ciężej od złych nowin
gdy patrzą a nas w ciemnym nowiu
chłodniej , chłodniej , boisz się

Nie ma się czego bać
nie ma się czego bać
to tylko księżyc idzie
srebrnych w chusty braci
i tylko cicha trawa
trawa wśród kamieni
wiesz , ludzie , ludzie są dziećmi dużymi
błękitne szerokie okna
i jasne smugi od lamp
i twoja postać , jasna postać
taką cię znam
taką cię znam

sł. J.Czechowicz, T. Miciński

To chyba moja ulubiona piosenka Marka Grechuty. Mniej znana od innych, ale piękna. Dla mnie dobra na złe chwile. Lubię ją i w wykonaniu Grechuty i w wykonaniu Grzesia Turnaua



niedziela, 27 lipca 2014

Niedzielne popołudnie

Pogoda piękna a w głowie pustka. Jest tyle myśli którymi chciałabym się podzielić... Ale są ulotne. Pojawiają się i zaraz znikają. Jak wiosenny deszczyk. Są efemeryczne. Często na pograniczu chaosu. Sama nie wiem czy są prawdziwe czy są tylko ułudą.

A życie jak to one, płynie nieubłaganie i wcale się nie przejmuje naszymi 'spowolnieniami', naszym zatrzymaniem, zadumaniem, naszym byciem sobą. Naszym prośbą żeby chociaż na chwilę zwolniło. Nie zwalnia!


wtorek, 8 lipca 2014

To był trudny dzień

To był trudny dzień. Jakiś taki burzowy i parny. Ostatnio pogoda za oknem znakomicie oddaje stan mojej duszy i samopoczucia.

Jadąc do pracy zauważyłam, że nie nałożyłam na siebie ani pudru ani tuszu do rzęs. Za to założyłam zbyt dużo odżywki na włosy więc wyglądały na tłuste (gumki ani spinki nie miałam żeby to zręcznie ukryć). Ubranie raczej luźne i sportowe. Na pewno nie spełniające wymogów dress code za to pozwalające przetrwać ból większości ciała spowodowany niedzielnym zbyt długim wygrzewaniem się na słońcu.

Pomyślałam - trudno. W pracy nie ma gości, ŻADNYCH gości, spotkań, meeting'ów. Przyczaję się do godziny 15 i może nikt nie zauważy!

Jasne....!!!! Meeting był i to z ważną osobą. Niezbyt sympatyczny. Nie dało się schować w tłumie (tylko  osoby + ta bardzo ważna).

Potem było tylko gorzej i gorzej....

  


wtorek, 24 czerwca 2014

Miód czekoladowy - alternatywa dla nutelli?

Miód czekoladowy, to przepis podwójnie Rzeszowski. Pierwszy raz kupiliśmy go będąc na wycieczce w Rzeszowie, a następnie znajomi z Rzeszowa nauczyli nas robić własny miód z czekoladą. Jest to wspaniała alternatywa dla dzieci zakochanych w nutelli.

Potrzebujemy słoik miodu oraz czekoladę (ja preferuje gorzką 70% lub więcej)

Miód powinien być płynny. Jeśli nie jest, trzeba go wsadzić do kąpieli wodnej (ale nie do wrzątku).

Czekoladę roztapiamy.

Miód przelewamy do garnka. Dolewamy rozpuszczonej czekolady. Mieszamy lub blendujemy i wsadzamy do słoików.

Pycha! Albo raczej - miodzio!

piątek, 20 czerwca 2014

Rzeszów w Krakowie

W maju byliśmy w  Rzeszowie. Dzisiaj Rzeszów 'przyjeżdża' do nas. I będzie zabawa, będzie się działo, będzie głośno, będzie radośnie... Pucio nie może się doczekać i czas oczekiwania spędza słuchając Piersi na YouTube i ucząc się śpiewać.
My próbujemy przetrwać te nauki. Wolałam gdy uczył się śpiewać SDM. To było bliższe mojemu sercu.
Na razie wyczekujemy gości

sobota, 3 maja 2014

Długi weekend majowy

Za nami prawie cały majowy weekend. Albo przynajmniej jego część wyjazdowa. Byliśmy w Rzeszowie - w podziemiach i na rynku. Byliśmy w Kolbuszowej - w najpiękniejszym i najlepszym skansenie w jakim byłam! Czułam się jak przeniesiona do innej epoki, do innego świata. Niestety ze względu na późną godzinę i zmęczenie 'małych nóżek' zwiedziliśmy go tylko połowię.

Byliśmy w Lesznie, na pokazie lotniczym i 'skakańcach' gdzie dzieciaki wyskakały się za wszystkie czasy na dmuchanych zamkach.

Byliśmy też w Rzeszowie na ul. 3 Maja - 3 Maja. Widzieliśmy paradę (też smoków), gdzie mimo zimna zjedliśmy lody i rozstaliśmy się z przyjaciółmi (nie bez płaczu).

Pucio bardzo tęskni!

A w trakcie jazdy słuchaliśmy listy przebojów programu Trzeciego oraz:

Ź



Żabo dziękuję za płytę! Powracają wspomnienia przedmaturalne!




czwartek, 24 kwietnia 2014

Krynica Zdrój

Spędziliśmy święta w Krynicy. Pierwsze wyjazdowe święta - święta w hotelu. Święta spędzone na zabawie z dzieckiem, na spacerach i błądzeniu po labiryncie ogromnego hotelu. Święta nieświąteczne. Spędzone na czytaniu książek i słuchaniu muzyki SDMu.

Powrót do Krakowa i 'niech ktoś zatrzyma wreszcie świat...' Potrzebuje urlopu!