niedziela, 10 marca 2013

Słońce w ramionach wg Baczyńskiego



Jedna z naszych ulubionych Piosenek. Przynajmniej moich i Pućka (bo Dużego tu trudno wliczyć - nie do końca jego klimaty). Za to Pucio prawie zna ją na pamięć.

Zastanawialiśmy się dzisiaj na temat twórcy i prawa autorskiego. Do jakich absurdów może ono doprowadzić. Czy wolno nam np wgrywać na telefon mp3 przerobioną z ulubionej płyty i używać jako dzwonka? Czy wchodzi to jeszcze w dozwolony użytek czy już nie?

Jak bardzo prawo autorskie narusza możliwości rozwoju? Jak bardzo zamyka miejsce polemikom, zapożyczeniom, interpretacjom...

Czy więcej jest za czy przeciw. Wolałabym móc słychać muzyki w kawiarni z radia wiedząc, że właściciel nie ma obowiązku płacić kilku organizacjom. Wydaje mi się, że starczyłoby zapłacenie abonamentu lub po prostu zakup płyty.

Wracając do zamieszczonego na początku filmiku, to kiedyś przynajmniej było po co słuchać festiwali muzycznych...

sobota, 9 marca 2013

Możliwość zaistnienia

Poczucie humoru dobrze amortyzuje życiowe wstrząsy.
Phil Bosmans


Przed chwilą przeczytałam - znalazłam to zdanie w moim  kalendarzu. I pomyślałam, że chciałabym mieć większe poczucia humoru! Coraz lepiej idzie mi śmianie się z własnych niedoskonałości i błędów. Ale jeszcze daleka droga przede mną w tej kwestii.

Ostatnio 'rzuciło mi się w oczy' że Internet, który jest wielkim śmietnikiem, w którym ciężko wyłowić prawdziwe perełki, daje nam coś, czego poprzednie pokolenia nie posiadały. Dar, możliwość zaistnienia, wyrażenia siebie!

Nie trzeba być wielkim pisarzem czy poetą żeby zaistnieć. Wystarczy tylko chcieć i mieć dostęp do sieci. Nawet jeśli się nie znajdzie wiele osób, które będą 'nas' czytały. Ślad tego, co robimy zostanie w sieci na wiele lat.

Kolejny raz próbując zostać użytkownikiem Google+ pojawiło mi się zaproszenie do dołączenia do grona znajomych osoby, której już nie ma. Osoby, która odeszła jakiś czas temu. Lecz jej profil, zdjęcie nadal istnieją. Jej ślad nadal jest wśród nas.

Prawdopodobnie ślad po tym co piszemy zniknie za kilka, kilkanaście lat z przepastnej sieci Internetu. Ale może ślad po naszym istnieniu zostanie na wieki umieszczony na serwerze w jakimś archiwum i po latach archeologowie będą na podstawie strzępków danych wyłowionych i odkurzonych z Internetu pisać wielkie referaty i prace badawcze?

Być może to scence fiction ale czy lot na księżyc też nie był kiedyś tylko wytworem wybujałej wyobraźni i czymś nie do ogarnięcia i pojęcia?

"Dzień mężczyzny ma swoje granice!"

Pomyślałam, że wracając do tematu dnie kobiet zahaczę delikatnie o dzień mężczyzny, który oczywiście ma swoje granice!

 
 A troszeczkę bardziej romantycznie i nastrojowo:

 

piątek, 8 marca 2013

Dzień kobiet

(...) jedynym naprawdę pasjonującym stworzeniem, którego inteligencja jest inna niż nasza, jest...kobieta!
Bernard Werber „Imperium mrówek”


Przyjaciółka zapytała dzisiaj co dostałam na dzień kobiet. Powiedziałam, że 500 zł .... mandatu (bo dziś płaciłam:)

Jedno jest pewne. Ten mandat zapamiętam do końca życia!

Poza tym męczy mnie gigantyczna migrena z zawrotami głowy i proza życia. Ale migrena DUŻO bardziej. Właściwie zdominowała mój cały dzisiejszy 'świat'.

środa, 6 marca 2013

Na Tuska!

Kłopot z przeznaczeniem, niestety, polega na tym, że często nie uważa, gdzie wtyka palce.
Terry Pratchett “Zbrojni”


Nie wiem dlaczego tak jest w moim życiu że zawsze jak zaczyna się układać, do beczki miodu musi zostać dodana łyżka dziegdziu.

Jak zaszłam w ciąże z Pucinkiem, na drugi dzień po radosnej nowinie, ukradli mi samochód. Jak zaczęło mi się wreszcie coś w głowie układać to dzisiaj znowu wylano mi na głowę beczkę zimnej wody.

Dostałam w końcu pierwszy w życiu mandat. Pierwsza poważna stłuczka i wzywanie policji! Ja, która zawsze na pierwszym miejscu stawiam bezpieczeństwo mojego dziecka, dostałam mandat za narażenie go na niebezpieczeństwo. Życie czasami potrafi być bardzo ironiczne! Mandat... boli. Jeszcze bardziej boli to, że nie pomyślałam i mogło dojść do tragedii.

Człowiek zawsze jest tylko człowiekiem i może popełnić błędy. Ten na szczęście kosztował mnie 'tylko' 500 zł. Ale w tej cenie miałam okazję posiedzieć w wielkim policyjnym samochodzie z dość przystojnym acz mało życzliwym panem policjantem.

Pierwszy mandat w życiu. Ale za to od razu najwyższy możliwy. Art 97 kw.

 Jak to powiedział Pan 'świadek': Widziałem, że ten Pan w Panie wjechał. Bezczelny!  Mandat? To na Tuska! Na szczęście ja na niego nie głosowałem!


wtorek, 5 marca 2013

Póki jeszcze czas niech szczęście błyśnie!

Dlaczego na tym świecie,
tak się czasem dziwnie plecie,
Że biedne serce jest wciąż w rozterce?
I mało tak radości bywa, szczęścia i miłości,
Lecz za to często można spotkać łzy?
(...)
Szczęście trzeba rwać jak świeże wiśnie,
Bo potem przyjdzie mróz i szczęście pryśnie.
Pustka w sercu, w duszy mrok
I tak do końca, za rokiem rok.
Szczęście trzeba rwać jak świeże wiśnie,
Póki jeszcze czas niech szczęście błyśnie.
Chwycić szczęście, co masz sił.
Kochać, żyć, na jawie śnić ten sen, co się w dzieciństwie śnił.
(...)
Walery Jarzębiec "Szczęście trzeba rwać jak świeże wiśnie"


Czasami jest tak, że jak się sypie to wszystko na raz. Czasami jest tak, że jak zaczyna się układać, to nagle zbiór rozsypanych puzzli zaczyna się układać w całość, w jeden obraz.

Na razie mam plan działania. Pewne marzenie do spełnienia. Puzzle zaczynają się układać. Co z tego wyjdzie? zobaczymy!

Wracając do domu samochodem spotkałam dzisiaj osobę, o której właśnie myślałam. Osobę, która wskazała mi pewną drogę. Puzzle zaczęły się układać. Mogłam tylko się przywitać, bo za mną już czekał kolejny samochód. Ale jeśli się uda, to właśnie dzięki Niej! Jeśli nie, to i tak jestem wdzięczna za radę i dobre słowo! Na razie działam. Małymi kroczkami idę do celu. Ziarno zostało zasiane. Czy coś z tego wyjdzie? może przyszły tydzień przyniesie odpowiedz..

A motto na dzisiaj? Słowa wyrwane z kontekstu ale w tym ujęciu tylko one mają wartość. A najważniejsze przesłanie dla mnie to teraz: Kochać, żyć, na jawie śnić ten sen, co się w dzieciństwie śnił!

piątek, 1 marca 2013

Wyjść z obłędu - jakie to trudne

Wyjść z obłędu
to wyjść z labiryntu
bez żadnej nici Ariadny w ręku
- jakie to trudne.
Dlatego udaje się to niewielu.
Iluż z nas
do końca życia
będzie błądziło
ciemnymi korytarzami
swojego umysłu…
Bez nadziei,
coraz bardziej gorączkowo.
Aż upadnie zmęczone ciało.
Dusza zaś na pewno
opuści ciało z radością.
Ciało, które - myślę -
było dla niej też jakimś labiryntem,
w którym miotała się beznadziejnie.
Pozornie beznadziejnie.
Jan Rybowicz "Wyjście z obłędu"


Byłam ostatnio w kinie na "Poradniku pozytywnego myślenia". Film miał spełniać tylko jedno kryterium. Miał być optymistyczny. Jak to podsumowała koleżanka po seansie: Przynajmniej zakończenie było z 'happy endem'

Film ciekawy. O tym czym tak naprawdę jest szaleństwo. Jak często osądzamy ludzi po tym, że biorą leki, że leczyli się psychiatrycznie. Podczas gdy sami wcale nie jesteśmy mniej obłąkani od nich samych. Różnica jest tylko taka, że jedni o swoim obłędzie wiedzą, a drudzy uważają się za normalnych. Ale czym jest normalność?! Jak dużo zależy w naszym życiu od definicji tego pojęcia!

Osoby 'naznaczone' przynajmniej mogą mówić szczerze co myślą o otaczającym ich świecie. Nie muszą kłamać, mamić, udawać. W końcu i tak każdy wie, że są 'psychiczni', że są 'wariatami'. Zostali naznaczeni na całe życie więc nie muszą się już obawiać reakcji innych ludzi. 


piątek, 22 lutego 2013

Wady i zalety

Największe szczęście w życiu to pewność, że jesteśmy kochani ze względu na nas samych, albo raczej – pomimo nas samych.
Victor Hugo


Zawsze uważałam, że jedną z moich największych wad jest to, że za dużo mówię. Zbyt wiele, zbyt szybko i nie zawsze tej osobie której powinnam. Nie każdy może czy chce zrozumieć...

Zawsze mi też powtarzano, że mam tyle nie mówić, że mam więcej milczeć. W końcu 'mowa jest srebrem a milczenie złotem'; 'mowa jest źródłem nieporozumień' (itp, itd). Zawsze miałam żal do siebie samej, że nie wiedzieć dlaczego z moich ust zawsze wylewają się potoki słów. Nawet jeśli sobie obiecuję, że tym razem będzie inaczej.

Ostatnio ktoś mi powiedział, że uważa to za moją ogromną zaletę, że jestem taka otwarta na ludzi i zawsze staram się być szczera! Że we współczesnym, zakłamanym świecie to ważne że jest ktoś kto mówi prawdę i jest otwarty na innych. Nawet na to, że zostanie skrytykowany. A mówiąc dużo o sobie dajemy ludziom pole do obgadywania, krytykowania...

Tak czy inaczej za każdym razem gdy myślę, że znów powiedziałam za dużo przypominam sobie te słowa i dodają mi otuchy. Moje największe wady są też moimi największymi zaletami! Dobrze to wiedzieć. Nie zawsze musimy być idealni.

czwartek, 21 lutego 2013

Historia pewnej podróży

Podróż Kraków - Wrocław z firmą Link-bus. Ledwo wyjechaliśmy z dworca - stłuczka. Zmiana autobusu na inny, zmiana kierowcy. Poślizg godzinny.

Dobre w tej zmianie było to, że w pierwszym autokarze siedziałam przy bardzo niemiłym i śmierdzącym papierosami panu. W drugim udało mi się usiąść osobno.

Kilka dni później. Relacja Wrocław - Kraków. Firma ta sama. Wsiadła do autokaru grupa pijanych pseudokibiców Wisły. Jeden (zresztą całkiem zorientowany w świecie) siadł koło mnie. Popijał, jak i reszta grupy wino. Niektórzy palili. Wprawdzie papierosy elektroniczne (czy jakoś inaczej nazywa się to cudo) ale śmierdziało i tak mocno.

'Koledze' bardzo się spodobałam i nie udały się próby jego zignorowania. Był mocno pijany. Zastanawiał się czy na dworcu nie będzie ustawki, bo głośno mówili, że kibicują Wiśle. Nie spodobałam się za to jego (też pijanej) koleżance.  Za to jemu bardzo i namawiał mnie na wspólną 'zabawę'!

Znajomy z siedzenia obok opowiadał mi jak nienawidzi 'Psów', jak się z nimi bił, jak złamał rękę przy bójce z kibicami Śląska.

Nie ukrywam, że trochę się bałam podczas tej podróży. Złożyłam reklamację na stronie Link-busa. Na razie od kilku dni zero odzewu z ich strony. Nawet słowa - przepraszamy. A to w ich regulaminie pisze, że mają zapewnić bezpieczeństwo podróżnym i że nie wpuszczają osób pijanych. Oraz że w busach nie wolno pić alkoholu.

Pierwszy raz miałam okazję porozmawiać z tego typu osobą. Nie potrafię zrozumieć tego stylu życia, tak jak chłopak z autobusu nie rozumiał, że można żyć spokojnie i uczciwie.

A na podsumowanie:


poniedziałek, 11 lutego 2013

Życie jest łatwiejsze niż myślisz!

Życie jest łatwiejsze niż myślisz – wystarczy, że będziesz akceptował niemożliwe, obywał się bez tego, co niezbędne, znosił to, co nie do zniesienia i przyjmował wszystko z uśmiechem.

W teorii wszystko jest takie proste. Szkoda, że praktyka jest aż tak trudna do realizacji...

W tym tygodniu jestem prawie cały czas w trasie. Ciągle gdzieś pędzę przed siebie i nie mam czasu nawet zastanowić się na chwilę nad sobą, życiem. Może to i dobrze? Będę myślała w trasie jeśli nie zmorzy mnie sen

Jest we mnie pewien niepokój. Może dlatego, że po raz pierwszy od lat jadę gdzieś sama? Może jego źródło jest głębsze i nadal nieodkryte? Nie wiem! Mam jednak nadzieję, że te wyjazdy pozwolą mi na chwilę spojrzeć na swoje życie z dystansu.

Wyjechać z Krakowa. Wsiąść do pociągu byle jakiego. Nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet...

piątek, 8 lutego 2013

(Nie) szczęście

Są sprawy, które przerażają młodych ludzi, ponieważ młodzi ludzie myślą, że człowiek powinien być szczęśliwy i wolny. Ale nigdy nie jesteśmy naprawdę szczęśliwi i wolni w żadnym pięknym sensie. Szczęście jest rzeczą marną i kruchą, a słowo wolność prawdopodobnie nic nie znaczy. Istnieją szersze schematy, w które jesteśmy wszyscy splątani, i losy, które do nas należą i które kochamy nawet w chwili, gdy nas niszczą.
Iris Murdoch „Jednorożec”


Zastanawiałam się ostatnio czym jest wolność. Ciągle się zastanawiam czym jest szczęście. Czy są to 'zjawy ulotne'? Czy można być na tym świecie naprawdę szczęśliwym? Niektórzy ludzie rodzą się optymistami - widzą zawsze szklankę do połowy pełną (nie znam wielu). Inni to wieczni pesymiści lub z tendencjami pesymistyczno - depresyjnymi (tych znam o wiele więcej). Ci widzą zawsze szklankę do połowy pustą.

Co powoduje że jesteśmy w jednej z tych grup? Czy jest możliwość zmiany? Czy da się pstryknąć palcami, powiedzieć 'hokus pokus' i zmienić grupę w której jesteśmy?

W końcu czy wolność, szczęście nie są tylko wytworem naszego umysłu? Jeśli czujemy się wolni i szczęśliwi to nawet będąc w więzieniu, będąc w beznadziejnej sytuacji nic nas nie jest w stanie zniszczyć i pokonać!

Może czas zmienić sposób myślenia? Może przynajmniej próbować przyjąć życie takim jakie jest? Nawet jeśli widzimy, że szklanka jest do połowy pusta to zaakceptować to jak codzienne mycie zębów czy potrzebę wyjścia do pracy? No i czy da się osiągnąć równowagę? Wiedząc że wody w szklance jest dokładnie połowa?

wtorek, 5 lutego 2013

Zamiast. Mieć czy być?

Ty, Panie tyle czasu masz,
Mieszkanie w chmurach i błękicie
A ja na głowie mnóstwo spraw
I na to wszystko jedno życie.
A skoro wszystko lepiej wiesz
Bo patrzysz na nas z lotu ptaka
To powiedz czemu tak mi jest,
Że czasem tylko siąść i płakać

Ja się nie skarżę na swój los
Potulna jestem jak baranek
I tylko mam nadzieję, że...
że chyba wiesz, co robisz, Panie.

Ile mam grzechów? któż to wie...
A do liczenia nie mam głowy
Wszystkie darujesz mi i tak
Nie jesteś przecież drobiazgowy
Lecz czemu mnie do raju bram
Prowadzisz drogą taką krętą
I czemu wciąż doświadczasz tak
Jak gdybyś chciał uczynić świętą.

Nie chcę się skarżyć na swój los
Nie proszę więcej, niż dać możesz
I ciągle mam nadzieję, że...
Że chyba wiesz, co robisz, Boże.

To życie minie jak zły sen
Jak tragifarsa, komediodramat
A gdy się zbudzę, westchnę - cóż
To wszystko było chyba... zamiast
Lecz póki co w zamęcie trwam
Liczę na palcach lata szare
I tylko czasem przemknie myśl
Przecież nie jestem tu za karę.

Dziś czuję się, jak mrówka gdy
Czyjś but tratuje jej mrowisko
Czemu mi dałeś wiarę w cud
A potem odebrałeś wszystko.
Ja się nie skarżę na swój los
Choć wiem, jak będzie jutro rano
Tyle powiedzieć chciałam ci
Zamiast... pacierza na dobranoc


Magdalena Czapińska "Zamiast"

Od pewnego czasu chodzę za mną te słowa zaśpiewane w piosence przez Edytę Geppert z muzyką Włodzimierza Korcza.

Chodzą i nie dają odetchnąć. Czasami brakuje własnych słów. Znowu świecę światłem odbitym.  Znowu posiłkuję się słowami kogoś, kto umiał wyrazić lepiej to, co ja tylko czuje a nie potrafię nawet wyrazić własnymi słowami.

Lecz czemu mnie do raju bram
Prowadzisz drogą taką krętą
I czemu wciąż doświadczasz tak
Jak gdybyś chciał uczynić świętą.


Może tak jest, że jeśli za dużo czujemy, za dużo myślimy to mamy też problemy egzystencjalne?

Mam teorię, że ludzie którzy żyją z dnia na dzień, którzy cieszą się z każdego kolejnego gadżetu są szczęśliwsi. Gdybym wiedziała, że pierścionek z brylantem lub najnowszy model telefonu da mi szczęście to bym wydała pieniądze na te rzeczy bez mrugnięcia okiem.

Nawet jeśli to szczęście miałoby trwać tylko 3 miesiące a potem zaczęłabym zbierać na kolejny gadżet, albo kolejne wakacje w modnym kurorcie. Miałabym cel w życiu. I sens. A tak? Nie bawią mnie gadżety, nie zachwycają nowe modele smartphone'ów. Nie zachwycają nowe modele tabletów czy telewizorów. Nawet nie odczuwam potrzeby żeby je posiadać. Ale nie mam też celu... Za to odczuwam aż za bardzo ból istnienia.

Może kiedyś było łatwiej? Można było o coś walczyć? Chociaż z drugiej strony czy nie jest tak, że i tak nie umiemy cieszyć się z wolności? Może dlatego, że nie umiemy określić czym tak naprawdę ona jest?

Jak śpiewa Jacek Wójtowicz w "Malowniczej wyliczance":

Głosiciele nowej wiary
Ogłaszają różne dziwy
Kup człowieku lepszą pralkę
A poczujesz się szczęśliwy
I koniecznie wiadro proszku
Który w mig jak z bata strzelił
Przy okazji prania koszul
Jeszcze duszę ci wybieli 


A już na sam koniec i podsumowanie (bo znowu brakuje mi własnych słów)

Dziś czuję się, jak mrówka gdy
Czyjś but tratuje jej mrowisko
Czemu mi dałeś wiarę w cud
A potem odebrałeś wszystko.
Ja się nie skarżę na swój los
Choć wiem, jak będzie jutro rano


...

Nic - to fakt

Oklapłam. Zupełnie nic mi się nie chce. Może tylko spać... Nawet dekupażem nie mam ochoty się zajmować. A czas ruszyć do przodu.

Może zwalić winę na pogodę? Może na brak porannej kawy? Może na zmianę rytmu dnia?

W jakikolwiek sposób bym nie chciała się usprawiedliwiać, fakt jest FAKTEM!  N i e   c h c e   m i   s i ę podnosić z łóżka!

piątek, 1 lutego 2013

What a Wonderful World!

Tym razem optymistycznie. Moja ulubiona piosenka obcojęzyczna. Wprawdzie w trochę zmienionej wersji. Ale cały czas piękna i pozytywna!